Minęło parę dni od sylwestra. W sobotnie popołudnie Facundo odwoził Melę do domu. O godzinie 12 był pod jej mieszkaniem.
- Facu, a co ty tutaj robisz? - Mela powiedziała, otwierając drzwi. - Nie powinieneś być na treningu?
- Wpadłem wcześniej. Chce spędzić z tobą jeszcze trochę czasu. - chłopak odpowiedział całując dziewczynę w czoło. - Chciałaś wyjeżdżać o 16, do tego czasu pomogę ci się spakować, później obejrzymy film.
- Jesteś niezastąpiony- Mela przytuliła chłopaka i zaczęli pakować rzeczy Melanii. Około godziny 12:45 wszystko było zapakowane do samochodu, a para właśnie szykowała się do obiadu.
- Specjalnie dla ciebie nauczyłem się robić naleśniki ze szpinakiem. Zobacz jak gotuje mistrz kuchni. - Facu zabrał się do pracy. Mela przyglądała się z boku, mając przy tym niezły ubaw. Po około pół godziny zasiedli do stołu.
- Muszę przyznać, że są naprawdę pyszne! Niemożliwe żebyś się tak szybko nauczył, ty umiesz gotować, a tylko udawałeś. - Mela podbiegła do siatkarza. - Ładnie to tak kłamać? - zaczęli się zaczepiać, łaskotać, Facu wziął ją na ręce i przeniósł do salonu na kanapę. Świetnie się razem bawili, w końcu jednak oboje zmęczeni bitwą usiedli na kanapie i włączyli komedie romantyczną. Mela siedziała z jednej, a Facundo z drugiej strony. Od jakiegoś czasu Facu wpatrywał się w dziewczyne.
- No i co się tak gapisz? - nie wytrzymała w końcu.
- Jesteś piękna Mela. - chłopak uśmiechnął się. Mela podniosła się i usiadła obok chłopaka.
- Wiesz, będę za tobą tęsknił. Bardzo.
- Ja też będę tęsknić, ale obiecuje spędzę parę dni z rodzicami i wróce. - Mela pogłaskała siatkarza i oparła głowę o jego ramie. Objął ją i mocno przytulił do siebie. Dokończyli film i wsiedli do samochodu. Po około 2 godzinach byli na miejscu. Pożegnali się i chłopak pojechał z powrotem. Mela weszła do domu. Przeraziła się.
- Mamo, co się dzieje.. Mamo!
- Dzwoń po pogotowie, z tatą coś nie tak. - Mela zadzwoniła na pogotowie, a potem natychmiast do Facundo. Nie był na szczęście daleko i wrócił do dziewczyny. Pogotowie zabrało jej nieprzytomnego ojca do szpitala. Mama pojechała zaraz za nim, swoim samochodem. Roztrzęsiona Melania musiała pozbierać rzeczy taty i razem z Facundo pojechali do szpitala. W drodze zdarzyło się coś co było wstrząsem dla Melanii. Chwilę przed zdarzył się tragiczny wypadek.
- Facundo możesz się zatrzymać?!- Mela wybiegła z samochodu, chłopak zaraz za nią. Mela podbiegła do znajomego samochodu. Ludzie stojący wokół wezwali karetkę. Powiedzieli jej, że kobieta jadąca z wielką prędkością uderzyła w drzewo i wypadła z samochodu. Mela nie dopuszczała do siebie tej myśli. Kobieta leżała za samochodem. Mela zebrała się w sobie, poprosiła by Facundo zaczekał i zajrzała za samochód z wypadku. Zakryła twarzą usta, łzy napłynęły do jej oczu. Kobieta z wypadku była matką Melanii. Facu widząc to złapał ją za rękę i mocno do siebie przytulił. Przyjechało pogotowie.
- Bardzo mi przykro. Pani matka nie żyje. Zgon nastąpił o godzinie 18:27. - lekarz poinformował Melanię. Załamała się. Ale nie był to koniec. Kiedy zabrali jej mamę na sekcję zwłok, dziewczyna pojechała do szpitala do którego zabrali jej ojca. To nie mogła być prawda.
- Bardzo mi przykro. Pani ojciec nie żyje. Zgon nastąpił o godzinie 18:27. - Melania osłabła, Facundo trzymał ją przy sobie. Musieli załatwić formalności, potem w ciszy, wrócili do domu rodzinnego Meli. Facundo zadzwonił do Daniela, prosił żeby poinformował trenera o nieobecności siatkarza do czasu pogrzebu.
- Daniel, ona jest załamana. Nie mam z nią żadnego kontaktu. Muszę z nią zostać. Wszystkim się zajmę, poinformuje cię również o dacie pogrzebu. Będziemy w kontakcie. - Melania wróciła z kąpieli, usiadła na kanapie i zawinęła się w koc. Facu przyniósł jej gorącą herbatę i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem.
- Dlaczego? - Mela mówiła, wpatrując się w ich wspólne zdjęcie. Łzy spływały po jej policzkach. Jednego dnia straciła oboje rodziców. Przed nią masa załatwiania spraw i formalności. Nie miała na to siły. Zasnęła.
W nocy budziła się parę razy z krzykiem. Kiedy Facundo do niej przybiegł, zobaczył, że stała przy oknie i płakała. Przytuliła się do niego. Krzyczała. Płakała. Ból rozdzierał jej serce. Chłopak został z nią aż zasnęła.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
czwartek, 16 stycznia 2014
XII
Święta minęły, a Mela nadal przebywała na Śląsku. Przez ten cały czas miała wyłączony telefon. Kiedy dzień przed sylwestrem rodzice odwieźli dziewczynę do Bełchatowa, Mela nie miała jeszcze planów na Sylwestra.
- Cześć młoda. Słuchaj mamy do ciebie sprawę.- mówił Daniel, lekko ją do siebie przytulając. - Wybierasz się gdzieś na sylwestra?
- Nie, planuje zasnąć w ten okropny dzień, kiedy to znowu będziemy rok starsi. - Mela zaśmiała się. - A o co chodzi?
- Wiesz, wybieramy się na przyjęcie siatkarskie. Tylko nie mamy co zrobić z dziećmi. Mogłabyś się nimi zająć?
- Nie ma sprawy, o której mam być?
- Około 20:00. Wielkie dzięki. W zamian za to zabieram cię na rozgrywki ligowe CEV, pasuje?
- Pytasz, a wiesz!- Mela z radości rzuciła się w ramiona wujkowi.- Czyli jutro o 20:00 widzimy się u ciebie. Do zobaczenia. - Mela pojechała do swojego mieszkania. Rozpakowała rzeczy i wzięła gorącą kąpiel. Przyszła pora na włączenie telefonu. Kiedy wszystko się uruchomiło, Mela zobaczyła coś czego się nie spodziewała. Na jej telefonie czekało 168 wiadomości - wszystkie od Facundo. Każdego dnia, o każdej pełnej godzinie chłopak wysyłał sms o treści "przepraszam". Mela usunęła wszystkie wiadomości. Spojrzała bezradnie na telefon, na którym widniało zdjęcie całej drużyny Skry. Tęskniła za nim. Popłynęło kilka łez i zasnęła..
Następnego ranka Mela wstała i leniwym krokiem poszła zrobić sobie śniadanie. Do południa biegały z Olą po zakupach, szukając kreacji dla przyjaciółki na bal. Około 14 zjadły lunch, a o 16 rozstały się i każda wróciła do swojego mieszkania. Posprzątała wszystko i kiedy skończyła była godzina 18:30. Wzięła szybki prysznic i powoli zbierała się do wyjścia kiedy zadzwonił telefon.
- Melanio, jesteś gotowa?
- No właśnie ubieram trampki i już miałam wychodzić..
- Tak myślałem, trampki - zaśmiał się Daniel. - Przebieraj się w eleganckie ciuchy!
- Do opieki nad dziećmi? Chyba zwariowałeś.
- Ja nie żartuje, ubierz się tak jak na sylwestra przystało.
- Nie mam siły się z Tobą kłócić. Przebieram się i wychodzę. Spadaj. Pa. - Mela uśmiechnęła się i poszła szukać ubrań. Wybrała delikatną sukienkę i jasne szpilki. Wsiadła w samochód i podjechała pod dom Daniela. Dostała sms "dzieci są u moich rodziców, wejdź do domu i baw się dobrze. kocham Cię. wujek" "o co tutaj w ogóle chodzi?!". Wysiadła z samochodu i powolnym krokiem zbliżała się do drzwi domu.
Gdy zbliżyła się, usłyszała dźwięk tej piosenki - it's your day!.
Otwarła drzwi. Światło było zagaszone, na półkach poukładane świece, a na podłodze płatki róż. Mela nie wiedziała co się dzieje, z jednej strony bardzo się bała, a z drugiej była zaciekawiona tym co może się dalej wydarzyć. W pewnym momencie zauważyła, że na komodzie leży biała koperta. Wzięła ją do ręki i wyciągnęła kartkę. Było napisane na niej jedno słowo "przepraszam." Usłyszała za sobą kroki, odwróciła się. Ze spuszczoną głową stał przed nią ubrany w garnitur Facundo.
- Wybaczysz mi Melanio? - chłopak stał zawstydzony, spoglądając w jej oczy.
- To jakiś spisek siatkarski czy jak? Facundo, nie musiałeś tego robić. Ja..
- Ale chciałem. Nie masz pojęcia jak podle czułem się po tym kiedy na ciebie nakrzyczałem. Pojechałem do ciebie, niestety było za późno. Dzwoniłem ale miałaś wyłączony telefon. Mela, to były moje najgorsze święta bo czułem, że cię skrzywdziłem. To ostatnia rzecz jaką chciałem zrobić. Daniel był na mnie wściekły, ale po długich rozmowach przekonałem go i pomógł mi to wszystko zorganizować no i najtrudniejsze - zaprosić ciebie.
- Nie przepraszaj mnie już. Potrzebowałam trochę czasu żeby ochłonąć. Teraz możesz być spokojny, nie gniewam się na ciebie. - Mela odpowiedziała z uśmiechem, po czym skrępowana spuściła wzrok.
- Melanio jest coś jeszcze.. Kiedy cię poznałem, mój świat odmienił się o 180'. Jesteś pierwszą dziewczyną, która tak zawróciła mi w głowie.. Mela, to jaki jestem, kiedy jestem z tobą to jest niesamowite. Zakochałem się w tobie.. - Melania nie wiedziała co odpowiedzieć, spuściła wzrok, Facundo podszedł do niej i złapał za ramiona.
- Facu prawda jest taka, że ja też się w tobie zakochałam. - Mela z odwagą spojrzała mu w oczy. Chłopak delikatnie położył dłonie na jej policzkach, przysunął jej twarz do siebie i ich wargi złączyły się w delikatnym pocałunku. Mela objęła chłopaka w pasie. Przytulili się do siebie, spojrzeli w oczy i uśmiechnęli do siebie.
- Jesteś niesamowita. Czekałem na ciebie tyle lat. - chłopak pocałował ją w czoło i mocno do siebie przytulił. Była godzina 21:00 postanowili, że pojadą na imprezę siatkarską, ale najpierw spędzą ze sobą trochę czasu.
- Teraz do października będę marnować czas. Potem zacznę studia i znowu wpadnę w ten wir pracy. Po nowym roku będę musiała wyjechać na kilka dni. Chcę spędzić czas z ojcem.
- Mogę cię zawieźć w najbliższy weekend. Co ty na to?
- Byłoby świetnie. Dziękuje ci. Zbieramy się?
- Tak. Musimy zrobić wejście smoka- Facu złapał Melę za rękę i obdarzył pocałunkiem. Gdy dojechali na miejsce, przed wejściem chłopak zatrzymał Melanie i patrząc w jej oczy powiedział:
- Zapomniałem ci czegoś powiedzieć. Najpiękniejsza dziewczyna na świecie, która dziś wygląda jak diament jest moja. Cholerny szczęściarz ze mnie.
- Jesteś stuknięty i najcudowniejszy pod słońcem. - pocałowali się i weszli na salę. Trzymając się za ręce zwołali na siebie spojrzenia wszystkich gości. Facundo przytulił ją do siebie, a na sali rozpoczęły się brawa i gratulacje. Wspólnie ze znajomymi bawili się oczekując północy. Kiedy zbliżał się nowy rok, wyszli na zewnątrz. Mela była w towarzystwie Oli i Karola. Szukała wzrokiem ukochanego, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Wybiła północ, wystrzeliły korki z szampanów, fajerwerki rozbłysły na niebie, rozpoczęły się okrzyki i życzenia.
- Szczęśliwego Nowego Roku kochanie - Facundo podszedł z tyłu do Melanii i stojąc tak objął ją w pasie, szeptając do ucha - mi nie musisz tego życzyć bo kiedy będę z tobą, wiem, że będę szczęśliwy.- Mela odwróciła się do niego, cały czas trwając w jego uścisku. Pocałowała go i życzyła, żeby cały ten rok i każdy kolejny był obok niej.
- Cześć młoda. Słuchaj mamy do ciebie sprawę.- mówił Daniel, lekko ją do siebie przytulając. - Wybierasz się gdzieś na sylwestra?
- Nie, planuje zasnąć w ten okropny dzień, kiedy to znowu będziemy rok starsi. - Mela zaśmiała się. - A o co chodzi?
- Wiesz, wybieramy się na przyjęcie siatkarskie. Tylko nie mamy co zrobić z dziećmi. Mogłabyś się nimi zająć?
- Nie ma sprawy, o której mam być?
- Około 20:00. Wielkie dzięki. W zamian za to zabieram cię na rozgrywki ligowe CEV, pasuje?
- Pytasz, a wiesz!- Mela z radości rzuciła się w ramiona wujkowi.- Czyli jutro o 20:00 widzimy się u ciebie. Do zobaczenia. - Mela pojechała do swojego mieszkania. Rozpakowała rzeczy i wzięła gorącą kąpiel. Przyszła pora na włączenie telefonu. Kiedy wszystko się uruchomiło, Mela zobaczyła coś czego się nie spodziewała. Na jej telefonie czekało 168 wiadomości - wszystkie od Facundo. Każdego dnia, o każdej pełnej godzinie chłopak wysyłał sms o treści "przepraszam". Mela usunęła wszystkie wiadomości. Spojrzała bezradnie na telefon, na którym widniało zdjęcie całej drużyny Skry. Tęskniła za nim. Popłynęło kilka łez i zasnęła..
Następnego ranka Mela wstała i leniwym krokiem poszła zrobić sobie śniadanie. Do południa biegały z Olą po zakupach, szukając kreacji dla przyjaciółki na bal. Około 14 zjadły lunch, a o 16 rozstały się i każda wróciła do swojego mieszkania. Posprzątała wszystko i kiedy skończyła była godzina 18:30. Wzięła szybki prysznic i powoli zbierała się do wyjścia kiedy zadzwonił telefon.
- Melanio, jesteś gotowa?
- No właśnie ubieram trampki i już miałam wychodzić..
- Tak myślałem, trampki - zaśmiał się Daniel. - Przebieraj się w eleganckie ciuchy!- Do opieki nad dziećmi? Chyba zwariowałeś.
- Ja nie żartuje, ubierz się tak jak na sylwestra przystało.
- Nie mam siły się z Tobą kłócić. Przebieram się i wychodzę. Spadaj. Pa. - Mela uśmiechnęła się i poszła szukać ubrań. Wybrała delikatną sukienkę i jasne szpilki. Wsiadła w samochód i podjechała pod dom Daniela. Dostała sms "dzieci są u moich rodziców, wejdź do domu i baw się dobrze. kocham Cię. wujek" "o co tutaj w ogóle chodzi?!". Wysiadła z samochodu i powolnym krokiem zbliżała się do drzwi domu.
Gdy zbliżyła się, usłyszała dźwięk tej piosenki - it's your day!.
Otwarła drzwi. Światło było zagaszone, na półkach poukładane świece, a na podłodze płatki róż. Mela nie wiedziała co się dzieje, z jednej strony bardzo się bała, a z drugiej była zaciekawiona tym co może się dalej wydarzyć. W pewnym momencie zauważyła, że na komodzie leży biała koperta. Wzięła ją do ręki i wyciągnęła kartkę. Było napisane na niej jedno słowo "przepraszam." Usłyszała za sobą kroki, odwróciła się. Ze spuszczoną głową stał przed nią ubrany w garnitur Facundo.
- Wybaczysz mi Melanio? - chłopak stał zawstydzony, spoglądając w jej oczy.
- To jakiś spisek siatkarski czy jak? Facundo, nie musiałeś tego robić. Ja..
- Ale chciałem. Nie masz pojęcia jak podle czułem się po tym kiedy na ciebie nakrzyczałem. Pojechałem do ciebie, niestety było za późno. Dzwoniłem ale miałaś wyłączony telefon. Mela, to były moje najgorsze święta bo czułem, że cię skrzywdziłem. To ostatnia rzecz jaką chciałem zrobić. Daniel był na mnie wściekły, ale po długich rozmowach przekonałem go i pomógł mi to wszystko zorganizować no i najtrudniejsze - zaprosić ciebie.
- Nie przepraszaj mnie już. Potrzebowałam trochę czasu żeby ochłonąć. Teraz możesz być spokojny, nie gniewam się na ciebie. - Mela odpowiedziała z uśmiechem, po czym skrępowana spuściła wzrok.
- Melanio jest coś jeszcze.. Kiedy cię poznałem, mój świat odmienił się o 180'. Jesteś pierwszą dziewczyną, która tak zawróciła mi w głowie.. Mela, to jaki jestem, kiedy jestem z tobą to jest niesamowite. Zakochałem się w tobie.. - Melania nie wiedziała co odpowiedzieć, spuściła wzrok, Facundo podszedł do niej i złapał za ramiona.
- Facu prawda jest taka, że ja też się w tobie zakochałam. - Mela z odwagą spojrzała mu w oczy. Chłopak delikatnie położył dłonie na jej policzkach, przysunął jej twarz do siebie i ich wargi złączyły się w delikatnym pocałunku. Mela objęła chłopaka w pasie. Przytulili się do siebie, spojrzeli w oczy i uśmiechnęli do siebie.
- Jesteś niesamowita. Czekałem na ciebie tyle lat. - chłopak pocałował ją w czoło i mocno do siebie przytulił. Była godzina 21:00 postanowili, że pojadą na imprezę siatkarską, ale najpierw spędzą ze sobą trochę czasu.
- Teraz do października będę marnować czas. Potem zacznę studia i znowu wpadnę w ten wir pracy. Po nowym roku będę musiała wyjechać na kilka dni. Chcę spędzić czas z ojcem.
- Mogę cię zawieźć w najbliższy weekend. Co ty na to?
- Byłoby świetnie. Dziękuje ci. Zbieramy się?
- Tak. Musimy zrobić wejście smoka- Facu złapał Melę za rękę i obdarzył pocałunkiem. Gdy dojechali na miejsce, przed wejściem chłopak zatrzymał Melanie i patrząc w jej oczy powiedział:
- Zapomniałem ci czegoś powiedzieć. Najpiękniejsza dziewczyna na świecie, która dziś wygląda jak diament jest moja. Cholerny szczęściarz ze mnie.
- Jesteś stuknięty i najcudowniejszy pod słońcem. - pocałowali się i weszli na salę. Trzymając się za ręce zwołali na siebie spojrzenia wszystkich gości. Facundo przytulił ją do siebie, a na sali rozpoczęły się brawa i gratulacje. Wspólnie ze znajomymi bawili się oczekując północy. Kiedy zbliżał się nowy rok, wyszli na zewnątrz. Mela była w towarzystwie Oli i Karola. Szukała wzrokiem ukochanego, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Wybiła północ, wystrzeliły korki z szampanów, fajerwerki rozbłysły na niebie, rozpoczęły się okrzyki i życzenia.
- Szczęśliwego Nowego Roku kochanie - Facundo podszedł z tyłu do Melanii i stojąc tak objął ją w pasie, szeptając do ucha - mi nie musisz tego życzyć bo kiedy będę z tobą, wiem, że będę szczęśliwy.- Mela odwróciła się do niego, cały czas trwając w jego uścisku. Pocałowała go i życzyła, żeby cały ten rok i każdy kolejny był obok niej.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
XI
- No siemka Facundo! Słuchaj mam do ciebie sprawę.. - od razu po otwarciu do mieszkania wpakował się Daniel - bo tak zbliżają się święta i pomyślałem, że moglibyśmy zrobić prezent Me..
- No cześć wujaszku! - ze schodów zbiegła Melania - komu chcecie zrobić ten prezent? Bo nie dokończyłeś.. - dziewczyna lekko się uśmiechnęła i przytuliła do Daniela.
- A co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał siatkarz z podejrzliwym wzrokiem..
- Już zapomniałeś, że Facundo ma mnie trenować? Codziennie rano razem biegamy! Możesz być ze mnie dumny! - Mela sama nie wiedziała co mówi, uśmiechała się ciągle i spoglądała na Facu, który był niesamowicie rozbawiony całą sytuacją. - Dziś już biegaliśmy i jemy śniadanie właśnie, może zjesz z nami.
- Wiecie co, ja będę już leciał. Facundo odezwij się do mnie później. No i widzimy się po nowym roku! A ty Melanio nie zapomnij, że odwożę cię do domu na święta. Trzymajcie się. - Daniel wyszedł, a w mieszkaniu zapanowała dziwna atmosfera.
- Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz na święta.. - chłopak jakby posmutniał.
- Obawiam się, że wyjeżdżam na trochę dłużej. - Mela nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. - Mój tata jest bardzo chory, chciałabym spędzić z nim trochę czasu. Druga sprawa to, to że tu wszystko przypomina mi o Wiktorze. Muszę dojść do siebie.
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałaś?! - Facu podniósł głos.
- Nie krzycz na mnie. Sama do końca nie wiedziałam co mam zrobić. Lepiej już pójdę. Wesołych Świąt. - Mela nie czekała na odpowiedź, wzięła wszystkie swoje rzeczy i wyszła. Po drodze wstąpiła do swojego mieszkania, spakowała się i zadzwoniła do Daniela:
- Cześć Daniel! Wyszła taka nagła sprawa, mógłbyś mnie dziś zawieźć do domu?
- W sumie mam dziś dzień wolny więc czemu nie. O której będziesz gotowa?
- Właściwie już jestem.
- Będę za 15 minut.
- Dziękuje. - Mela opadła na łóżko, z policzków potoczyło się kilka łez, siedziała tak do momentu przyjazd Daniela. Wsiadła do samochodu i bez słowa odjechała. Kiedy samochód ruszył pod drzwiami mieszkania stał Facundo z bukietem kwiatów. Było już za późno..
i'm sorry
___________________
rozdział dla Karoliny ♥
Dziękuje Ci Siostro!
- No cześć wujaszku! - ze schodów zbiegła Melania - komu chcecie zrobić ten prezent? Bo nie dokończyłeś.. - dziewczyna lekko się uśmiechnęła i przytuliła do Daniela.
- A co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał siatkarz z podejrzliwym wzrokiem..
- Już zapomniałeś, że Facundo ma mnie trenować? Codziennie rano razem biegamy! Możesz być ze mnie dumny! - Mela sama nie wiedziała co mówi, uśmiechała się ciągle i spoglądała na Facu, który był niesamowicie rozbawiony całą sytuacją. - Dziś już biegaliśmy i jemy śniadanie właśnie, może zjesz z nami.
- Wiecie co, ja będę już leciał. Facundo odezwij się do mnie później. No i widzimy się po nowym roku! A ty Melanio nie zapomnij, że odwożę cię do domu na święta. Trzymajcie się. - Daniel wyszedł, a w mieszkaniu zapanowała dziwna atmosfera.
- Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz na święta.. - chłopak jakby posmutniał.
- Obawiam się, że wyjeżdżam na trochę dłużej. - Mela nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. - Mój tata jest bardzo chory, chciałabym spędzić z nim trochę czasu. Druga sprawa to, to że tu wszystko przypomina mi o Wiktorze. Muszę dojść do siebie.
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałaś?! - Facu podniósł głos.
- Nie krzycz na mnie. Sama do końca nie wiedziałam co mam zrobić. Lepiej już pójdę. Wesołych Świąt. - Mela nie czekała na odpowiedź, wzięła wszystkie swoje rzeczy i wyszła. Po drodze wstąpiła do swojego mieszkania, spakowała się i zadzwoniła do Daniela:
- Cześć Daniel! Wyszła taka nagła sprawa, mógłbyś mnie dziś zawieźć do domu?
- W sumie mam dziś dzień wolny więc czemu nie. O której będziesz gotowa?
- Właściwie już jestem.
- Będę za 15 minut.
- Dziękuje. - Mela opadła na łóżko, z policzków potoczyło się kilka łez, siedziała tak do momentu przyjazd Daniela. Wsiadła do samochodu i bez słowa odjechała. Kiedy samochód ruszył pod drzwiami mieszkania stał Facundo z bukietem kwiatów. Było już za późno..
i'm sorry
___________________
rozdział dla Karoliny ♥
Dziękuje Ci Siostro!
sobota, 21 grudnia 2013
X
Godzinę później...
Mela i Facundo dochodzili właśnie do mieszkania dziewczyny. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie. Kiedy już się pożegnali, Facundo zaproponował, że zaprowadzi dziewczynę aż pod drzwi mieszkania. Tak jakby przeczuwał, że coś złego może się stać...
- O proszę! Kogo ja widzę : Melcia i jej siatkarzyna..
- Co ty to robisz gnoju?! - Facundo już wyrywał się gdy widział ironiczną minę Wiktora.
- Facu uspokój się. Nie warto tracić nerwów na niego. Czego chcesz Wiktor?
- Przyszedłem dokończyć to co zacząłem... - Wiktor przysunął się blisko do Meli, Facundo w odpowiednim czasie schował ją za siebie.
- Nie przeszkadzaj mi! - Wiktor krzyknął, i szarpnął siatkarza a ten go odepchnął. Melania włączyła dyktafon w telefonie i zaczęła rozmawiać z Wiktorem. Nagrała wszystkie jego groźby, po czym zadzwoniła na policje. Kiedy Wiktor zorientował się, że będzie miał problemy chciał uciec. Facundo skutecznie go powstrzymywał do przyjazdu policji. Melania była roztrzęsiona i bardzo się bała.
- Proszę zgłosić się na komisariat w celu złożenia zeznań. - powiedział funkcjonariusz do nieobecnej duchem Melanii.
- Jasne, jutro przyjadę. Dziękuje za pomoc. - Melania odpowiedziała i spoglądała jak odjeżdża radiowóz z Wiktorem.
- Nigdy się od niego nie uwolnię - Melania płakała - Muszą stąd uciec, muszę..
- Cichutko, już dobrze. Melanio nigdzie nie musisz uciekać, został zatrzymany, jutro złożysz zeznania. Damy radę Mała. - Facundo przytulił ją do siebie - Chodź, zabiorę cię dziś do siebie, nie powinnaś zostawać sama. Przenocujesz , a rano pojedziemy na komisariat.
- Nie chcę ci sprawiać kłopotu..
- To sama przyjemność. Zamówię taksówkę. - przytrzymał ją przy sobie i delikatnie pocałował w czubek głowy. Melania czuła się niesamowicie bezpieczna w objęciach siatkarza. Gdy dotarli do jego mieszkania, było około 23:30. Dziewczyna uspokoiła się trochę i rozweseliła. Nie miała ubrań dlatego dostała koszulkę z nazwiskiem siatkarza i spodenki treningowe. Prawie się w nich utopiła.
- Wyglądasz uroczo w tym stroju. Chciałbym cię tak częściej widywać - Facu siedział na kanapie kiedy dziewczyna po kąpieli dołączyła do niego. Długo rozmawiali, oboje czuli się podekscytowani. Nawet nie spostrzegli jak szybko minął czas. Była 03:20 kiedy Melania wycieńczona zasnęła skulona na fotelu. Facu przeniósł ją do łóżka a sam spał na kanapie w salonie. Rano obudził go zapach tostów i świeżego soku z pomarańczy. Otworzył oczy i spoglądał na krzątającą się w kuchni Melanię. Była piękna, długie, opalone nogi, które w jego spodenkach wyglądały jak 2 miliony dolarów. Szczupła sylwetka, piękne, długie, brązowe włosy i ciemne, duże oczy. Taka drobna, niewinna.- Facundo uśmiechał się sam do siebie, próbując zagłuszyć swoje myśli. Mela zorientowała się, że jest obserwowana i w szybki tempie poprawiła włosy, odwróciła się i szeroko uśmiechnęła.
- Dziękuje, że wczoraj przetransportowałeś mnie na łóżko. W ogóle za wszystko ci dziękuje.. Jesteś świetnym gościem! - uśmiechnęła się - aa teraz w podzięce za wszystko co dla mnie robisz, zapraszam cię na śniadanie.
- Ja chyba śnię! - chłopak podskoczył i podbiegł do Meli. Przytulił ją i zaczął łaskotać. Śmiali się i krzyczeli.
- Facu proszę cię. Nie łaskocz. Prosze.... - Mela śmiała się w głos, i błagała by przestał ją zaczepiać. Nagle wszystko jakby zwolniło.. Z głośnego śmiechu pozostały już tylko delikatne, skrępowane uśmiechy. Spoglądali sobie głęboko w oczy. Ich twarze coraz bardziej się do siebie zbliżały.. Mela lekko przymknęła oczy, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Czar prysł. Dziewczyna zawstydzona całą sytuacją, pobiegła do sypialni, a Facu poszedł otworzyć drzwi...
Mela i Facundo dochodzili właśnie do mieszkania dziewczyny. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie. Kiedy już się pożegnali, Facundo zaproponował, że zaprowadzi dziewczynę aż pod drzwi mieszkania. Tak jakby przeczuwał, że coś złego może się stać...
- O proszę! Kogo ja widzę : Melcia i jej siatkarzyna..
- Co ty to robisz gnoju?! - Facundo już wyrywał się gdy widział ironiczną minę Wiktora.
- Facu uspokój się. Nie warto tracić nerwów na niego. Czego chcesz Wiktor?
- Przyszedłem dokończyć to co zacząłem... - Wiktor przysunął się blisko do Meli, Facundo w odpowiednim czasie schował ją za siebie.
- Nie przeszkadzaj mi! - Wiktor krzyknął, i szarpnął siatkarza a ten go odepchnął. Melania włączyła dyktafon w telefonie i zaczęła rozmawiać z Wiktorem. Nagrała wszystkie jego groźby, po czym zadzwoniła na policje. Kiedy Wiktor zorientował się, że będzie miał problemy chciał uciec. Facundo skutecznie go powstrzymywał do przyjazdu policji. Melania była roztrzęsiona i bardzo się bała.
- Proszę zgłosić się na komisariat w celu złożenia zeznań. - powiedział funkcjonariusz do nieobecnej duchem Melanii.
- Jasne, jutro przyjadę. Dziękuje za pomoc. - Melania odpowiedziała i spoglądała jak odjeżdża radiowóz z Wiktorem.
- Nigdy się od niego nie uwolnię - Melania płakała - Muszą stąd uciec, muszę..
- Cichutko, już dobrze. Melanio nigdzie nie musisz uciekać, został zatrzymany, jutro złożysz zeznania. Damy radę Mała. - Facundo przytulił ją do siebie - Chodź, zabiorę cię dziś do siebie, nie powinnaś zostawać sama. Przenocujesz , a rano pojedziemy na komisariat.
- Nie chcę ci sprawiać kłopotu..
- To sama przyjemność. Zamówię taksówkę. - przytrzymał ją przy sobie i delikatnie pocałował w czubek głowy. Melania czuła się niesamowicie bezpieczna w objęciach siatkarza. Gdy dotarli do jego mieszkania, było około 23:30. Dziewczyna uspokoiła się trochę i rozweseliła. Nie miała ubrań dlatego dostała koszulkę z nazwiskiem siatkarza i spodenki treningowe. Prawie się w nich utopiła.
- Wyglądasz uroczo w tym stroju. Chciałbym cię tak częściej widywać - Facu siedział na kanapie kiedy dziewczyna po kąpieli dołączyła do niego. Długo rozmawiali, oboje czuli się podekscytowani. Nawet nie spostrzegli jak szybko minął czas. Była 03:20 kiedy Melania wycieńczona zasnęła skulona na fotelu. Facu przeniósł ją do łóżka a sam spał na kanapie w salonie. Rano obudził go zapach tostów i świeżego soku z pomarańczy. Otworzył oczy i spoglądał na krzątającą się w kuchni Melanię. Była piękna, długie, opalone nogi, które w jego spodenkach wyglądały jak 2 miliony dolarów. Szczupła sylwetka, piękne, długie, brązowe włosy i ciemne, duże oczy. Taka drobna, niewinna.- Facundo uśmiechał się sam do siebie, próbując zagłuszyć swoje myśli. Mela zorientowała się, że jest obserwowana i w szybki tempie poprawiła włosy, odwróciła się i szeroko uśmiechnęła.
- Dziękuje, że wczoraj przetransportowałeś mnie na łóżko. W ogóle za wszystko ci dziękuje.. Jesteś świetnym gościem! - uśmiechnęła się - aa teraz w podzięce za wszystko co dla mnie robisz, zapraszam cię na śniadanie.
- Ja chyba śnię! - chłopak podskoczył i podbiegł do Meli. Przytulił ją i zaczął łaskotać. Śmiali się i krzyczeli.
- Facu proszę cię. Nie łaskocz. Prosze.... - Mela śmiała się w głos, i błagała by przestał ją zaczepiać. Nagle wszystko jakby zwolniło.. Z głośnego śmiechu pozostały już tylko delikatne, skrępowane uśmiechy. Spoglądali sobie głęboko w oczy. Ich twarze coraz bardziej się do siebie zbliżały.. Mela lekko przymknęła oczy, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Czar prysł. Dziewczyna zawstydzona całą sytuacją, pobiegła do sypialni, a Facu poszedł otworzyć drzwi...
wtorek, 10 grudnia 2013
IX
3 miesiące później..
- Facu, musisz zrobić sobie przerwę w graniu. Widzę, że w ogóle nie skupiasz się na grze. Rozumiem przez co przechodzisz i dlatego weź wolne, odpocznij. - trener mówił do nieobecnego duchem siatkarza.
- Masz rację. Muszę odpocząć. Dziękuje!- Facundo wyszedł z hali. Wsiadł do samochodu i rozpłakał się. Jedyne co przyszło mu na myśl to, żeby pojechać do szpitala.
- Daniel? Właśnie wyszedłem z hali, jesteś w szpitalu?
- Tak jestem, nie ma sensu żebyś przyjeżdżał. Nadal się nie wybudziła ze śpiączki.
- Tracę już powoli nadzieję Daniel. Przyjadę, bo nie wiem co mógłbym innego ze sobą zrobić.
Facundo rozłączył się, odpalił samochód. Włączył piosenkę i pojechał do szpitala. Kiedy dotarł na miejsce, zastanawiał się czy powinien tam wejść. Siedział przez chwilę w samochodzie, coś go tknęło i wszedł do szpitala.
- Dobrze, że jesteś Facundo. Muszę jechać do domu, mała coś nabroiła. Marta dzwoniła, że musimy jechać na pogotowie. Zostań z nią dopóki nie wrócę, dobrze? - w szybkim tempie powiedział Daniel.
- Jasne! Trzymaj się! - Daniel wyszedł ze szpitala, a Facundo był coraz bliżej sali, na której leżała Mela. Zatrzymał się, drzwi były otwarte - jaka ona piękna - pomyślał. Wszedł i usiadł obok niej. Milczał. Kiedy spoglądał na jej twarz, łzy same popłynęły mu z oczu. Złapał ją za rękę i spuścił głowę.
- Pierwszy raz w życiu spowodowałam, że facet płacze na moich oczach. - Mela powiedziała z drwiącym uśmiechem, lekko otwierając oczy.
- Mela! Jak dobrze, że do nas wróciłaś. Jak się czujesz? - Facundo ucałował jej dłoń i cały czas z niedowierzaniem wpatrywał się w jej oczy.
- Jakbym niezdarnie przyjęła na siebie zagrywki wszystkich siatkarzy, których kocham. - Mela cały czas się uśmiechała.
- Haha co za żartowniś. Poczekaj pójdę po lekarza. - siatkarz uśmiechnął się i wyszedł po lekarza.
- Pani Melanio widzę, że znudziło się pani bezczynne leżenie. Wyniki badań są bardzo dobre. Za parę dni wróci pani do domu.
- Bardzo się cieszę! Przecież trzeba się przygotować na święta.
3 dni później...
- Wzięłaś wszystkie swoje rzeczy? Chyba nie chcesz tu wrócić? - Daniel troskliwie popatrzył na Melę.
- No coś ty! Mam wszystko możemy jechać.
- Lekarz zalecił ci odpoczynek. No i mam do ciebie małą propozycję, ale wszystkiego dowiesz się w domu.
- Dobrze wujaszku. Tak bardzo się stęskniłam za życiem. Jak nam idzie w pluslidze?
- 2 przegrane a tak to nie mamy sobie równych.
- No i to mi się podoba! Wracam na trybuny podczas najbliższego meczu.
- Spokojnie młoda. Pamiętaj, że musisz na siebie uważać.
W drodze do domu Daniela Melania zasnęła. Kiedy dotarli na miejsce i otworzyli drzwi Mela nie mogła powstrzymać łez. W domu czekała na nią cała drużyna Skry ze swoimi rodzinami, jej rodzice, przyjaciele. Rozpłakała się i natychmiast rzuciła w ramiona mamy i taty, którzy również nie mogli powstrzymać łez. Wszyscy gratulowali jej powrotu do zdrowia. Czuła się szczęśliwa, widząc ilu ma wokół siebie wspaniałych ludzi.
- Melanio mamy do Ciebie wiadomość. Przenosimy cię z powrotem na Śląsk. Twoje rzeczy już na ciebie czekają. - dość głośno powiedziała mama Meli, czym zwróciła na siebie uwagę.
- Pomyśleliśmy, że tak będzie do ciebie lepiej. - dodał jej ojciec.
Melania zaniemówiła. Wszyscy byli w szoku, nikt nie wiedział co powiedzieć. Ciszę przerwała Mela.
- Wiem, że chcecie dla mnie jak najlepiej. Ale.. - Mela spoglądała na twarze siedzących wokół niej osób, szukając wsparcia - ..ale ja nie wracam do domu. Tutaj jest mój dom. Tutaj jest źródło mojej pasji. Tutaj jest mi dobrze.
- Mela - przerwała jej mama - tutaj tylko możesz obserwować swoją pasję, tak czy owak nie grasz, zrozum to tutaj skatował cię Wiktor. - Słysząc słowa mamy, Mela wybiegła z domu. Zaraz za nią pobiegł Mariusz.
- Mela! Mela zatrzymaj się! - wołał, lecz bezskutecznie. Biegła przed siebie, zapłakana, zrozpaczona. W jej głowie przewijały się sceny z najgorszego dnia jej życia. Była bezsilna. Zatrzymała się i bezwładnie opadła na ziemię. Mariusz podbiegł do niej i kucnął przed nią.
- Przeżyłam wtedy najgorsze chwile, jakie można sobie wyobrazić. Kiedy z nim rozmawiałam bałam się.. - Mela mówiła, nie patrząc w oczy - kiedy pierwszy raz mnie uderzył, poczułam że nie mam z nim szans, że pewnie zaraz mnie zakatuje. Te myśli, które wtedy były w mojej głowie, ich nawet nie da się opisać. Myślałam, że już więcej was nie zobaczę, że nawet nie zdążę się pożegnać. Ale jestem tu. I nie zamierzam tego tracić. - płakała. Przyjaciel nic nie mówił, nie musiał. Przytulił ją mocno do siebie. - To tu mam ludzi, którzy mnie wspierają. Wiem, że mama nie chciała mnie urazić. Powiedziała prawdę i tak nie gram. Nie mam do niej żalu. Nie chcę wracać.
- Mela, jesteś dla mnie jak siostra. Nie pozwolimy ci wyjechać, spokojnie. Porozmawiamy razem z twoimi rodzicami. Zobaczysz. - dodał jej otuchy. Wracając wybrali się na długi spacer. Kiedy przekroczyli próg domu, Mela udała się na rozmowę z rodzicami. Po chwili dołączył do niej Mariusz. Udało się przekonać rodziców. I Mela została w Bełchatowie. Większość gości wracała już do domów, kiedy Melania zobaczyła, że na kanapie siedzi Facundo i bawi się z córeczkami Daniela. Widząc ich, uśmiechała się. Niby potężny, męski bohater, a z drugiej strony uroczy, czuły mężczyzna. Podeszła do nich i usiadła obok. Daniel widząc, że młodzi rozmawiają, zabrał dziewczynki do spania, tak żeby zostali sami.
- Nie miałam okazji ci podziękować. Gdybyś się wtedy nie pojawił.. pewnie nie rozmawiałabym dziś z tobą..- zaczęła nieśmiało Mela.
- Nawet tak nie mów Melanio! Spóźniałaś się na spotkanie, chciałem zrobić ci niespodziankę. Kiedy widziałam z daleka, że leżysz na ziemi. Bałem się, że nie zdążę. Nie chcesz wiedzieć co myślałem o tym gnoju. Ma szczęście, że byłem zajęty tobą bo pewnie nie skończyłoby się na jednym ciosie. - Facundo skrępowanym wzrokiem popatrzył na Melę.
- A ja mam szczęście, że cię poznałam. - co ja w ogóle mówię?! Ogarnij się bo pomyśli, że jesteś jakaś napalona. Mela sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Nagle, Facundo objął ją ramieniem, przytulił do siebie i powiedział do ucha:
- Nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie zdążyć. Dobrze, że jesteś! Może odprowadzę cię dziś do domu?
- Świetny pomysł. Pójdę się tylko ubrać i pożegnać z Danielem. - Mela pobiegła do Daniela i Marty, podziękowała im za wszystko, pożegnała się i wyszli.
- To będzie długi powrót do domu. - Facundo uśmiechnął się i złapał Melę za rękę.
- Nigdzie mi się nie śpieszy. - powiedziała i lekko zacisnęła swoją dłoń na dłoni Facundo.
♥
- Melanio mamy do Ciebie wiadomość. Przenosimy cię z powrotem na Śląsk. Twoje rzeczy już na ciebie czekają. - dość głośno powiedziała mama Meli, czym zwróciła na siebie uwagę.
- Pomyśleliśmy, że tak będzie do ciebie lepiej. - dodał jej ojciec.
Melania zaniemówiła. Wszyscy byli w szoku, nikt nie wiedział co powiedzieć. Ciszę przerwała Mela.
- Wiem, że chcecie dla mnie jak najlepiej. Ale.. - Mela spoglądała na twarze siedzących wokół niej osób, szukając wsparcia - ..ale ja nie wracam do domu. Tutaj jest mój dom. Tutaj jest źródło mojej pasji. Tutaj jest mi dobrze.
- Mela - przerwała jej mama - tutaj tylko możesz obserwować swoją pasję, tak czy owak nie grasz, zrozum to tutaj skatował cię Wiktor. - Słysząc słowa mamy, Mela wybiegła z domu. Zaraz za nią pobiegł Mariusz.
- Mela! Mela zatrzymaj się! - wołał, lecz bezskutecznie. Biegła przed siebie, zapłakana, zrozpaczona. W jej głowie przewijały się sceny z najgorszego dnia jej życia. Była bezsilna. Zatrzymała się i bezwładnie opadła na ziemię. Mariusz podbiegł do niej i kucnął przed nią.
- Przeżyłam wtedy najgorsze chwile, jakie można sobie wyobrazić. Kiedy z nim rozmawiałam bałam się.. - Mela mówiła, nie patrząc w oczy - kiedy pierwszy raz mnie uderzył, poczułam że nie mam z nim szans, że pewnie zaraz mnie zakatuje. Te myśli, które wtedy były w mojej głowie, ich nawet nie da się opisać. Myślałam, że już więcej was nie zobaczę, że nawet nie zdążę się pożegnać. Ale jestem tu. I nie zamierzam tego tracić. - płakała. Przyjaciel nic nie mówił, nie musiał. Przytulił ją mocno do siebie. - To tu mam ludzi, którzy mnie wspierają. Wiem, że mama nie chciała mnie urazić. Powiedziała prawdę i tak nie gram. Nie mam do niej żalu. Nie chcę wracać.
- Mela, jesteś dla mnie jak siostra. Nie pozwolimy ci wyjechać, spokojnie. Porozmawiamy razem z twoimi rodzicami. Zobaczysz. - dodał jej otuchy. Wracając wybrali się na długi spacer. Kiedy przekroczyli próg domu, Mela udała się na rozmowę z rodzicami. Po chwili dołączył do niej Mariusz. Udało się przekonać rodziców. I Mela została w Bełchatowie. Większość gości wracała już do domów, kiedy Melania zobaczyła, że na kanapie siedzi Facundo i bawi się z córeczkami Daniela. Widząc ich, uśmiechała się. Niby potężny, męski bohater, a z drugiej strony uroczy, czuły mężczyzna. Podeszła do nich i usiadła obok. Daniel widząc, że młodzi rozmawiają, zabrał dziewczynki do spania, tak żeby zostali sami.
- Nie miałam okazji ci podziękować. Gdybyś się wtedy nie pojawił.. pewnie nie rozmawiałabym dziś z tobą..- zaczęła nieśmiało Mela.
- Nawet tak nie mów Melanio! Spóźniałaś się na spotkanie, chciałem zrobić ci niespodziankę. Kiedy widziałam z daleka, że leżysz na ziemi. Bałem się, że nie zdążę. Nie chcesz wiedzieć co myślałem o tym gnoju. Ma szczęście, że byłem zajęty tobą bo pewnie nie skończyłoby się na jednym ciosie. - Facundo skrępowanym wzrokiem popatrzył na Melę.
- A ja mam szczęście, że cię poznałam. - co ja w ogóle mówię?! Ogarnij się bo pomyśli, że jesteś jakaś napalona. Mela sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Nagle, Facundo objął ją ramieniem, przytulił do siebie i powiedział do ucha:
- Nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie zdążyć. Dobrze, że jesteś! Może odprowadzę cię dziś do domu?
- Świetny pomysł. Pójdę się tylko ubrać i pożegnać z Danielem. - Mela pobiegła do Daniela i Marty, podziękowała im za wszystko, pożegnała się i wyszli.
- To będzie długi powrót do domu. - Facundo uśmiechnął się i złapał Melę za rękę.
- Nigdzie mi się nie śpieszy. - powiedziała i lekko zacisnęła swoją dłoń na dłoni Facundo.
♥
niedziela, 8 grudnia 2013
VIII
- Ty podła suko! Nienawidzę cię! - Zaczął ją kopać.
- Wiktor, błagam zostaw mnie.. - krzyczała zapłakana Mela. - zostaw! - Nic nie działało. Bił ją bez opamiętania. Straciła przytomność. Była cała zakrwawiona. Nagle z drugiej strony podbiegł wysoki mężczyzna.
- Ty gnoju! Zostaw ją! - Facundo nie panował nad złością. Uderzył Wiktora, a ten upadł i nawet nie miał siły się podnieść.. Zadzwonił na policję i pogotowie. Wziął Melę w ramiona i rozpłakał się.
- Melanio proszę.. Nie zostawiaj mnie.. Mela.. - Trzymał ją przy sobie do czasu przyjazdu pogotowia. Powiadomił Daniela, Olę i Mariusza. Policja zgarnęła Wiktora. Pogotowie na sygnale wzięło Melę do szpitala.
- Stań jest krytyczny. Niczego nie możemy obiecać. Przykro nam. - lekarz pogotowia rozmawiał z Danielem, a on nie mógł opanować łez. Na miejsce dotarła Paulina, Marta i Karol. Marta podeszła do swojego męża, chciała go pocieszyć, widziała jak bardzo martwi się o swoją chrzestnicę. Wśród wszystkich panowała cisza, którą przerwał Daniel..
- Słuchajcie, nie ma sensu żebyśmy tu wszyscy czekali bezczynnie. Wracajcie do domów, ja pojadę do szpitala. Muszę poinformować jej rodziców. Pojechać na policję. Jestem jedynym członkiem jej rodziny tu w Bełchatowie.
- Wszyscy jesteśmy jej rodziną. I na pewno nie zostawimy jej, ani ciebie w tym momencie. - powiedział Mariusz. - masz rację wróćmy do domów, ty jedź do szpitala i daj nam znać. Kiedy będziemy wiedzieć coś konkretnego, zaczniemy działać. Wyjdzie z tego Daniel! Ona jest silna. - podszedł do Daniela i złapał go za ramię, po czym przybili sobie graby i rozeszli się. Wszyscy w ponurych nastrojach wrócili do domów. Daniel pojechał do szpitala.
- Jest z nią bardzo źle - mówił lekarz - zaraz zabieramy ją na salę operacyjną, nie odzyskała świadomości. Ma złamaną rękę i nogę. Połamane żebra i wstrząs mózgu. Ktoś musiał ją strasznie skatować.
- Zabiję gnoja! - Daniel wybiegł ze szpitala. Wpadł do samochodu i rozpłakał się. Był bezsilny. Krzyczał. Pojechał do domu, do Marty. Wtulił się w nią i nieco uspokoił.
- Biorę parę dni wolnego w klubie. Muszę przy niej być. Jutro pojadę do jej rodziców, nie mogę im tego powiedzieć przez telefon. Zawaliłem..- zasnął. Następnego dnia pojechał do swoich przyjaciół i poinformował o stanie córki. Z powodu złego stanu zdrowia ojca Meli, rodzice zostali u siebie. Prosili o stały kontakt i informacje dotyczące ich córki. Kiedy Daniel wrócił do Bełchatowa od razu pojechał do szpitala. W pokoju dziewczyny był jego kolega z drużyny.
- Co ty tu robisz Facundo? Nie powinieneś być na treningu?
- Nie mogłem przestać o niej myśleć. Jak ktoś mógł być tak okrutny.. Wziąłem wolne. Chcę być przy niej.
- Dobrze, ale teraz możesz wrócić do domu, ja z nią zostanę...
- Nie rozumiesz? Ona dla mnie naprawdę dużo znaczy. Nie zostawię jej.
- Uparty jak Mela. Dobrze podzielimy się. - uśmiechnął się Daniel starając się nieco uspokoić kumpla. Na salę wszedł lekarz.
- Zabieramy ją na operację. Panów proszę o zachowanie spokoju. Można wrócić do domów. Zabieg potrwa kilka godzin.
- Zostajemy! - zgodnie odpowiedzieli i wyszli za lekarzem pod salę operacyjną..
- Wiktor, błagam zostaw mnie.. - krzyczała zapłakana Mela. - zostaw! - Nic nie działało. Bił ją bez opamiętania. Straciła przytomność. Była cała zakrwawiona. Nagle z drugiej strony podbiegł wysoki mężczyzna.
- Ty gnoju! Zostaw ją! - Facundo nie panował nad złością. Uderzył Wiktora, a ten upadł i nawet nie miał siły się podnieść.. Zadzwonił na policję i pogotowie. Wziął Melę w ramiona i rozpłakał się.
- Melanio proszę.. Nie zostawiaj mnie.. Mela.. - Trzymał ją przy sobie do czasu przyjazdu pogotowia. Powiadomił Daniela, Olę i Mariusza. Policja zgarnęła Wiktora. Pogotowie na sygnale wzięło Melę do szpitala.
- Stań jest krytyczny. Niczego nie możemy obiecać. Przykro nam. - lekarz pogotowia rozmawiał z Danielem, a on nie mógł opanować łez. Na miejsce dotarła Paulina, Marta i Karol. Marta podeszła do swojego męża, chciała go pocieszyć, widziała jak bardzo martwi się o swoją chrzestnicę. Wśród wszystkich panowała cisza, którą przerwał Daniel..
- Słuchajcie, nie ma sensu żebyśmy tu wszyscy czekali bezczynnie. Wracajcie do domów, ja pojadę do szpitala. Muszę poinformować jej rodziców. Pojechać na policję. Jestem jedynym członkiem jej rodziny tu w Bełchatowie.
- Wszyscy jesteśmy jej rodziną. I na pewno nie zostawimy jej, ani ciebie w tym momencie. - powiedział Mariusz. - masz rację wróćmy do domów, ty jedź do szpitala i daj nam znać. Kiedy będziemy wiedzieć coś konkretnego, zaczniemy działać. Wyjdzie z tego Daniel! Ona jest silna. - podszedł do Daniela i złapał go za ramię, po czym przybili sobie graby i rozeszli się. Wszyscy w ponurych nastrojach wrócili do domów. Daniel pojechał do szpitala.
- Jest z nią bardzo źle - mówił lekarz - zaraz zabieramy ją na salę operacyjną, nie odzyskała świadomości. Ma złamaną rękę i nogę. Połamane żebra i wstrząs mózgu. Ktoś musiał ją strasznie skatować.
- Zabiję gnoja! - Daniel wybiegł ze szpitala. Wpadł do samochodu i rozpłakał się. Był bezsilny. Krzyczał. Pojechał do domu, do Marty. Wtulił się w nią i nieco uspokoił.
- Biorę parę dni wolnego w klubie. Muszę przy niej być. Jutro pojadę do jej rodziców, nie mogę im tego powiedzieć przez telefon. Zawaliłem..- zasnął. Następnego dnia pojechał do swoich przyjaciół i poinformował o stanie córki. Z powodu złego stanu zdrowia ojca Meli, rodzice zostali u siebie. Prosili o stały kontakt i informacje dotyczące ich córki. Kiedy Daniel wrócił do Bełchatowa od razu pojechał do szpitala. W pokoju dziewczyny był jego kolega z drużyny.
- Co ty tu robisz Facundo? Nie powinieneś być na treningu?
- Nie mogłem przestać o niej myśleć. Jak ktoś mógł być tak okrutny.. Wziąłem wolne. Chcę być przy niej.
- Dobrze, ale teraz możesz wrócić do domu, ja z nią zostanę...
- Nie rozumiesz? Ona dla mnie naprawdę dużo znaczy. Nie zostawię jej.
- Uparty jak Mela. Dobrze podzielimy się. - uśmiechnął się Daniel starając się nieco uspokoić kumpla. Na salę wszedł lekarz.
- Zabieramy ją na operację. Panów proszę o zachowanie spokoju. Można wrócić do domów. Zabieg potrwa kilka godzin.
- Zostajemy! - zgodnie odpowiedzieli i wyszli za lekarzem pod salę operacyjną..
sobota, 7 grudnia 2013
VII
W drzwiach stał pijany Wiktor.
- Ah tak, więc teraz lecisz tylko na siatkarzy z dużą kasą. Już nie pamiętasz co było między nami?!
- Wiktor, jesteś pijany.. - Mela szybko zamknęła drzwi. Usłyszała tylko jak klnie i odchodzi. Była roztrzęsiona.. Chwilę później kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem to Maciek.
- Cześć! Mela! Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać, słuchaj zaprosiłam Cię bo musimy pogadać. Ostatni pocałunek nie miał prawa mieć miejsca. Ja jestem zakochana w Facundo. I zrozum bardzo Cię lubię, ale to wszystko na co możesz liczyć z mojej strony...
- Mela! Spokojnie, wiem, że szalejesz za Facundo, on z resztą za Tobą również. Tamten pocałunek to błąd, poniosły mnie emocje. Przepraszam. Przyjaźń?
- Przyjaźń. - Mela uśmiechnęła się i kamień spadł jej z serca. Maciek został u niej do wieczora, długo rozmawiali, oglądali filmy i śmiali się jak dzieci. Około godziny 20:00 Maciek pojechał do domu. A Mela zadzwoniła do Oli.
- Z Maćkiem wszystko wyjaśnione.
- Świetnie Młoda, teraz tylko czekamy na Facundo! - powiedziała Ola - wybacz ale właśnie jestem na kolacji u rodziców Karola, odezwę się później. Jestem z Ciebie dumna!- rozłączyła się.
Mela dostała sms o treści: "Możemy się spotkać w parku za pół godziny? F :*" Facundo wrócił! Szybko odpisała i zaczęła się ubierać. W 15 minut była gotowa. Miała jeszcze sporo czasu, ale postanowiła wyjść wcześniej. Do parku zostało jej jedynie parę kroków kiedy usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i poczuła strach. To był Wiktor...
- Miło cię widzieć Melanio!
- Co ty tutaj robisz? Śmierdzisz alkoholem i fajkami..
- A tobie co do tego? Myślałem, że przestałaś się mną już interesować..
- Rób co chcesz twoja sprawa.. - Mela czuła, że nic dobrego nie wyjdzie z tego spotkania. Bała się Wiktora bo był nieobliczalny. Odwróciła się i chciała odejść. Złapał ją za rękę..
- Dokąd to? Nawet się nie pożegnasz? Doskonale wiem, że nie będziemy już razem. Ale to nie znaczy, że pozwolę ci teraz odejść. Może się zabawimy?!
- Wiktor! Przestań. Puść mnie. Jesteś pijany. - szarpnął ją jeszcze bardziej. Przyciągnął do siebie i zaczął całować, ograniczając jej ruchy do minimum. Wyrwała się i uderzyła go w twarz. Co go kompletnie rozwścieczyło. Uderzył ją w twarz tak, że upadła.
- Ah tak, więc teraz lecisz tylko na siatkarzy z dużą kasą. Już nie pamiętasz co było między nami?!
- Wiktor, jesteś pijany.. - Mela szybko zamknęła drzwi. Usłyszała tylko jak klnie i odchodzi. Była roztrzęsiona.. Chwilę później kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem to Maciek.
- Cześć! Mela! Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać, słuchaj zaprosiłam Cię bo musimy pogadać. Ostatni pocałunek nie miał prawa mieć miejsca. Ja jestem zakochana w Facundo. I zrozum bardzo Cię lubię, ale to wszystko na co możesz liczyć z mojej strony...
- Mela! Spokojnie, wiem, że szalejesz za Facundo, on z resztą za Tobą również. Tamten pocałunek to błąd, poniosły mnie emocje. Przepraszam. Przyjaźń?
- Przyjaźń. - Mela uśmiechnęła się i kamień spadł jej z serca. Maciek został u niej do wieczora, długo rozmawiali, oglądali filmy i śmiali się jak dzieci. Około godziny 20:00 Maciek pojechał do domu. A Mela zadzwoniła do Oli.
- Z Maćkiem wszystko wyjaśnione.
- Świetnie Młoda, teraz tylko czekamy na Facundo! - powiedziała Ola - wybacz ale właśnie jestem na kolacji u rodziców Karola, odezwę się później. Jestem z Ciebie dumna!- rozłączyła się.
Mela dostała sms o treści: "Możemy się spotkać w parku za pół godziny? F :*" Facundo wrócił! Szybko odpisała i zaczęła się ubierać. W 15 minut była gotowa. Miała jeszcze sporo czasu, ale postanowiła wyjść wcześniej. Do parku zostało jej jedynie parę kroków kiedy usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i poczuła strach. To był Wiktor...
- Miło cię widzieć Melanio!
- Co ty tutaj robisz? Śmierdzisz alkoholem i fajkami..
- A tobie co do tego? Myślałem, że przestałaś się mną już interesować..
- Rób co chcesz twoja sprawa.. - Mela czuła, że nic dobrego nie wyjdzie z tego spotkania. Bała się Wiktora bo był nieobliczalny. Odwróciła się i chciała odejść. Złapał ją za rękę..
- Dokąd to? Nawet się nie pożegnasz? Doskonale wiem, że nie będziemy już razem. Ale to nie znaczy, że pozwolę ci teraz odejść. Może się zabawimy?!
- Wiktor! Przestań. Puść mnie. Jesteś pijany. - szarpnął ją jeszcze bardziej. Przyciągnął do siebie i zaczął całować, ograniczając jej ruchy do minimum. Wyrwała się i uderzyła go w twarz. Co go kompletnie rozwścieczyło. Uderzył ją w twarz tak, że upadła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)