środa, 5 lutego 2014

XVI

1 luty...
Dom na Śląsku został sprzedany. Dziewczyny wracały do domu po prawie 3 tygodniach.
- Ciężko tak zostawiać to wszystko - zaczęła Mela.
- Wiem Mała, ale to dobra decyzja. Pójdziemy dziś na mecz?
- Jestem w kiepskim nastroju.
- Proooszee..
- No dobra. - Mela uśmiechnęła się lekko. Około godziny 13 były w Bełchatowie. Mela zdążyła jedynie wziąć szybki prysznic, zjeść obiad i pojechała na mecz. Hala była wypełniona do ostatniego miejsca. Tylko tam Mela czuła się dobrze. Wyśpiewali hymn i rozpoczął się mecz. Skra wygrała 3:0. Po meczu drużyna zebrała się w hali.
- Jestem z was dumny panowie. - mówił trener - zapraszam wszystkich na pizze.
- O kurde! Wygraliśmy życie Andrew! - Karol przybił piątke przyjacielowi i przytulił Olę. Rozległy się śmiechy. W dobrych nastrojach drużyna i jej rodziny poszli na pizze do pobliskiej restauracji.
- Cieszę się, że już wróciłaś. - Facundo złapał Melanię za ręke w drodze do pizzerii.
- Czyżby ktoś się stęsknił?
- Jak cholera - chłopak szepnął dziewczynie do ucha, po czym obdarzył pocałunkiem. Siatkarska rodzina spędziła wspaniały wieczór. O 20 rozeszli się do swoich domów. Facundo odwiózł Melanię i wstąpił do jej mieszkania. Na dworze było dość niebezpiecznie. Zrobiła się ogromna śnieżyca i wichura.
- Facundo, wiesz, że będziesz najwspanialszym chłopakiem na świecie jeśli..
- Jeśli co? - Facu zrobił zaciekawioną minę.
- No bo, hmm, bo ja bardzo się boję wichur, śnieżyc, burz i wszystkich tego typu spraw. A przecież nie wolno się bać, tak samemu no. - Mela objęła szyję chłopaka - No i może byś tak został na noc,co?
- No skoro tak prosisz.. - roześmiał się.
- Że niby tak z łaski? Pfff. - Mela odwróciła się udając obrażoną. Facu złapał ją w pasie i podniósł. Kręcili się, śmiali, krzyczeli. Uspokoili się tylko po to by za chwilę zacząć od nowa. Kiedy już zabrakło im sił, usiedli na kanapę. Siatkarz położył się, trzymając głowę na nogach Meli.
- Dobrze mi z tobą. - spojrzał jej w oczy, uśmiechnął się i bawił jej długimi włosami.
- Poczekaj aż będziesz miał mnie dosyć. - Mela puściła mu oczko.
- Nigdy - przyciągnął jej twarz do siebie i pocałował.
- Obiecaj, że będziemy spędzać ze sobą więcej czasu. Gdziekolwiek. Ale więcej.
- Jeśli ty tego chcesz Mała, to ja tym bardziej. Mam dla ciebie propozycje. Tylko proszę zaufaj mi.
- Ufam. - pocałowała go.
- Jutro pojedziesz ze mną na trening. Ale nie na 12 tylko o 10.
- Ale przecież tam nikogo nie będzie..
- No właśnie o to chodzi. Chyba mam pewien pomysł, ale wszystkiego dowiesz się jutro.
- No dobra. Chodźmy już spać. Jest północ, a ty musisz mieć w końcu dużo sił. - zasnęli na kanapie.
Następnego dnia obudzili się o godzinie 8. Mela wstała wcześniej, wzięła prysznic i zrobiła śniadanie. Obudziła całusem Facundo. Zjedli śniadanie, pozbierali się i pojechali na halę.
- Możesz mi powiedzieć, co kombinujesz?
- Nic takiego, chce pograć z Tobą w siatkówke. Masz jakiś dres?- chłopak uśmiechnął się lekko.
- No chyba żartujesz. Nic nie wzięłam. Mogłeś mi powiedzieć.
- Nic nie szkodzi, pożycze ci moje spodenki. Tak słodko w nich wyglądasz - Facu złapał ją za ręke i puścił oczko. Gdy dotarli na halę, nie zastali tam nikogo. Weszli do szatni i przebrali się w stroje treningowe. Oboje byli w tych samych spodenkach, tyle że Mela miała je o jakieś 4 rozmiary za duże.
- Zabije cię chyba. - Mela groźnym wzrokiem spojrzała najpierw na siebie a potem na chłopaka.
- Wyglądasz pięknie kochana. Trzymaj koszulke - Mela dostała koszulke meczową czarną z nazwiskiem chłopaka.
- Mam 175, ważę zaledwie 52 kilo, a ty kazałeś mi ubrać swój strój. Wyglądam jak wygłodniały hipopotam.
- Nie moge tego słuchać - złapał Melanię w pasie i namiętnie ją pocałował.
- No dobra, to zmienia postać rzeczy - przytuliła się do niego - a teraz kto ostatni na parkiecie, ten frajer - wybiegła z szatni i broniła się przed nadciągającym chłopakiem. Po chwili zabrali się do gry. Na początku jedynie podbijali piłkę, potem Facundo zaczął lekko zagrywać, a zadaniem Meli było przyjęcie. Niby żartując, bawili się w podbijanie piłki, a wszystko im wychodziło. Po godzinie zrobili sobie przerwe.
- Dobrze grasz młoda. Gdyby trochę potrenować, byłoby naprawdę świetnie. Nie chciałaś nigdy grać?
- Chciałam, ale nigdy nie miałam takiej możliwości. Zawsze coś było nie tak. A teraz jestem już za stara.
- Obiecasz mi coś? - podszedł do Melanii i obdarzył pocałunkiem w policzek.
- Obiecuje. A co?
- Będziesz tu ze mną codziennie przyjeżdżać. Możesz też zostawać na moich treningach. Masz talent dziewczyno. Pomogę ci go wykorzystać.
- Naprawdę? Będziesz ze mną trenował?
- Naprawdę. Tym samym będziemy spędzać ze sobą czas. Idealne rozwiązanie.
- Jesteś cudowny Facundo. Ja cię normalnie..
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się i pocałował ją.
- No proszę, proszę. Cóż to za miłość na hali. Patrz Andrzej jaki pilny Facundo, nigdy nie potrafił zdążyć na trening, a dziś jest przed czasem. - Karol szturchnął chłopaka - Cześć piękna! Dawno cię nie widziałem. Jak leci życie?
- Nie narzekam, a ty jak tam? Lepiej już z zagrywką?
- Ja ci dam. - oburzony Karol rzucił się w pogoń za Melanią. Parę razy obkrążyli halę i oboje byli bardzo zmęczeni. Mela zatrzymała się za Facundo.
- Dobra, już koniec. Rozejm?
- Rozejm. - uścisnęli sobie dłonie i przytulili. Na salę wkroczyła reszta drużyny wraz z trenerem.
- Melanio jak miło cię widzieć. Zostaniesz z nami na treningu?- trener rzekł, uroczo się uśmiechając.
- Z wielką przyjemnością. Chcę zobaczyć jak nasze duże misie, pracują na zwycięstwa. - Mela odpowiedziała, po czym przytuliła się do Facunda.
- Panie trenerze, mogę powiedzieć od razu, że Facundo da dziś z siebie wszystko na treningu. - dopowiedział Karol.
- Jak zawsze, nie to co niektórzy. - powiedział Mariusz, przybijając piątkę z Facundo i witając się z Melanią.
- Wszyscy przeciwko mnie.. Jak żyć. - Karol udawał załamanego.
- Jak najlepiej. - krzyknęła drużyna z trenerem i Melanią, po czym rozpoczęli trening.




piątek, 24 stycznia 2014

XV

23 styczeń...


Dziewczyny obudziły się o 12:30. Zjadły śniadanio-obiad i oglądały telewizję. Ola nikomu nie powiedziała, że porozmawiała z Melanią. Około godziny 15:00 Ola poszła wziąć prysznic, następnie zrobiła to Mela. Przed meczem dziewczyny oglądały filmy i rozmawiały. O 17:30 zaczęły zbierać się do wyjścia. Mela wybrała kuszulkę Skry z podpisem Winiara, nowe leginsy i żółte trampki. Ola natomiast żołty sweterek, czarne leginsy i takie same trampki jak Mela. Ola zadbała o makijaż Meli i zrobiła jej na włosach fale. 
O 17:45 były gotowe do wyjścia. Szły pieszo i pod halą były o 19:55. Zajęły miejsca w strefie VIPów i od razu przyłączyły się do nich pozostałe rodziny siatkarzy. Mela nie czuła się tam dobrze i poprosiła Olę, żeby dziś wyjątkowo usiadły w strefie kibiców. Tam też nie zostanie rozpoznana przez siatkarzy. Ola zrobiła tak jak prosiła Mela. Mecz był niezwykle zawzięty. Zarówno skrzaty jak i klub niemiecki nie chceli dać za wygraną. Mela była skupiona tylko na meczu. Z całych sił skandowała nazwę ukochanej drużyny. Ola cały czas zastanawiała się skąd w tak małej, szczupłej istotce jest tyle energii do kibicowania. Było 5 setów. Tie-break zakończył się nieprawdopodobnym wynikiem - 28:26. Mela czuła satysfakcje i szczęście kiedy to Skra wygrała mecz. Uśmiechała się jak kiedyś. Po meczu nastał czas na zebranie siatkarzy i ich rodzin dotyczącym Meli i tego jak jej pomóc. Kiedy wszyscy się już zebrali i zaczęli rozmowy, na boisko, bocznym wejściem weszła Mela. Pierwszy zauważył ją Facundo. Podbiegł do niej. Mela nie spoglądała na niego, co troszkę go speszyło. Stanął przed nią. 
- Mela! Tak się cieszę, że...- nie zdążył dokończyć zdania, Mela rzuciła mu się na szyje. 
- Tak bardzo mi Cię brakowało. Dziekuje, że wtedy przy mnie byłeś. - szepnęła mu do ucha. Uścisnął ją.
- Nigdy więcej mi tego nie rób. Proszę. Nigdy więcej nie unikaj kontaktu ze mną. - uśmiechnęli się. I zaraz Mela wpadła w objęcia przyjaciół. Po wygranym meczu odbyła się mała impreza w mieszkaniu Karola i Oli. Byli na niej wszyscy. Mela i Facundo spędzali czas tylko ze sobą. 
- Uroczo dziś wyglądasz. Uwielbiam cię w siatkarskich koszulkach. 
- Ja ciebie też. Zwłaszcza na boisku. Muszę przyznać, że niezłe były te twoje dzisiejsze ataki.
- Gram dla ciebie Melanio. - chłopak obdarzył Melę cudownym uśmiechem. 
- Odprowadzisz mnie do mieszkania? 
- Jasne. Chcesz już iść?
- Tak, chcę odpocząć. To trochę za dużo jak na jeden dzień. - Mela pożegnała się i razem z Facundo wyszli. Kiedy szli zaczął padać śnieg. Mela była w trampkach i z każdym krokiem robiło jej się coraz zimniej. Facundo wziął ją na ręce. Czuł, że jest za nią odpowiedzialny. Była taka krucha i delikatna. Sprawiała, że stwał się przy niej kimś zupełnie innym. Kiedy doszli do mieszkania, Facundo postawił Melę na ziemii i w zamian za przysługę został obdarowany buziakiem w policzek. 
- Świetnie się dziś z tobą bawiłam. Może wejdziesz na herbatę? 
- Nie będzie to żaden problem dla ciebie?
- To ja zapraszam. - weszli do mieszkania, żeby troszkę się ogrzać. Na dworze robiło się coraz zimniej. Mela zrobiła herbatę i usiedli razem na kanapie. 
- Jak sobie radzisz?- zapytał nieśmiało.
- Żyję. Teraz jest trochę lepiej. Przyszła pora na rozliczenie się z przeszłością. Jutro jadę z Ola pozałatwiać formalności i sprzedać dom. 
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, zawsze możesz na mnie liczyć. 
- Dziękuje. - Mela uśmiechnęła się, nie tak jak zwykle. Uśmiech skrywał ból. Był blady. Zrobiła łyk herbaty i spojrzała w okno. 
- Jest jeszcze coś o co chciałbym zapytać..
- Pytaj, śmiało.
- Jak jest między nami? Jak teraz będą wyglądać nasze relacje?
- Długo nad tym myślałam. Chcę żeby było tak jak wcześniej. Oczywiście jeśli ty.. - Facundo odetchnął z ulgą, uśmiechnął się i pocałował Melanię. Wreszcie mógł się nią nacieszyć. Postanowili obejrzeć film. Mela wtuliła się w chłopaka i tak zasnęła. Facundo również się zdrzemnął. Obudzili się następnego dnia o 09:00. Mela zrobiła śniadanie, a Facundo wziął prysznic. Około 10:00 pojechał na trening, a Mela z przyjaciółką wsiadły w samochód i pojechały na Śląsk załatwiać formalności. 

czwartek, 23 stycznia 2014

XIV

Parę dni później Mela mogła już zająć się sprawą pogrzebu. Postanowiła zorganizować go w jej parafialnym kościele. Kiedy cała rodzina zjechała się by pożegnać rodziców Melanii, pojawiła się również jej siatkarska rodzina. Wszyscy znajomi przyjechali z Bełchatowa. Było to dla niej ogromnym wsparciem. Jednak nic nie było w stanie zastąpić jej rodziców. Kiedy przed mszą, odbywały się modlitwy, do Melanii przychodziło sporo osób składając kondolencje. Była nieobecna, wpatrywała się w położone obok siebie twarze rodziców. Za nią stał Facundo. Chciał ją wspierać, robił co mógł, jednak Melania przeżywała najgorsze chwile w swoim życiu - ostatni raz spoglądała na twarze rodziców i trumny zostały zamknięte. Po mszy, przeszli procesją na cmentarz. Mela postanowiła pochować rodziców na swoich dziadkach. Przyszła pora na kolejne ciężkie chwile - złożenie trumien do grobu. W tych chwilach Melania spoglądała na to co się dzieje, jednak było to dla niej tak ciężkie, że nie wytrzymała i odwróciła się do stojącego za nią Facundo i wtuliła w niego. Po ceremonii, odbyła się stypa, podczas której wiele ludzi rozmawiało z Melanią i starało się ją pocieszyć. Po załatwieniu wszystkich formalności, Mela postanowiła wrócić do Bełchatowa. Od śmierci rodziców, stała się bardzo zamknięta i małomówna. Nie rozmawiała nawet z Facundo. Podczas drogi powrotnej, wpatrywała się w okno, a chłopak mógł jedynie zauważyć płynące po jej twarzy łzy. Odstawił ją pod jej mieszkanie. Wniósł walizki do pokoju.
- Nie powinnaś zostawać sama. Może zadzwonię po Ole, przyjdzie do ciebie?
- Nie ma takiej potrzeby. Poradzę sobie. Przepraszam ale chciałabym już zostać sama. - powiedziała Mela bezbarwnym głosem. Facundo nawet nie protestował.
22 styczeń... 
Od tragicznych chwil minęło kilka tygodni. Przez cały ten czas Mela była w swoim mieszkaniu. Nie utrzymywała z nikim kontaktu. Każdy dzień spędzała na oglądaniu zdjęć i wspominaniu. Środowy ranek rozpoczął się nieco inaczej niż poprzednie. Około 9:00 Mela usłyszała dzwonek do drzwi. Postanowiła otworzyć.
- Witaj Mela, jak się czujesz? - w drzwiach stała zatroskana Ola.
- Jakoś, przepraszam Olu ale nie mam ochoty na..
- Dosyć już, dosyć Mela. Przyszłam ci pomóc, to nie może trwać wiecznie. - przyjaciółka sama weszła do mieszkania.
- Mela, od śmierci Twoich rodziców minęły 3 tygodnie. Zobacz jak tu wygląda, Mela.. Wiem, że jest ci ciężko. - Ola wywołała płacz u swojej przyjaciółki, jednak mówiła dalej - straciłaś rodziców, ale masz nas. Nie jesteśmy w stanie ich zastąpić, ale potrzebujemy cię. Daniel codziennie rozmawia o tobie z drużyną. Wszyscy się o ciebie martwią. I choćbyś nie wiem jak bardzo pragnęła zapaść się pod ziemie, my cię z tamtąd wydostaniemy. Pamiętaj o tym. Kochamy cię Mela. - dziewczyna w ogóle nie reagowała. - Mela, od pewnego czasu ze mną nie rozmawiasz, jesteś dla mnie jak siostra. Tęsknie za tobą - Oli popłynęły z oczu łzy - ty widocznie nie.. - otarła łzy, odwróciła się i już miała wychodzić..
- Przepraszam.. Kiedy to wszystko się wydarzyło, myślałam, że nie mam już po co żyć. Dziękuje, że uświadomiłaś mi, że jest inaczej. - Mela przytuliła się do Oli.
- Wiesz, że twoi rodzice nie chcieliby abyś straciła radość życia. - Ola starała się dodać jej otuchy.
- Masz rację. Dziękuje ci. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Postanowiła sprzedać dom rodzców. Ja nie zamierzam już tam wracać, a po co ma stać i się marnować. Pojedziesz ze mną po wszystkie rzeczy? I załatwić formalności?
- Jasne, ale zajmiemy się tym po meczu. Jutro Skra gra rewanż z niemieckim zespołem. Pójdziesz ze mną, prawda?
- Cholera jasna! Zapomniałam o meczach. Jasne, że pójde. Kocham cię Olu!
- Ja ciebie też. - dziewczny spędziły ze sobą cały dzień. Ola pomogła Melanii ogarnąć mieszkanie, a później wybrały się na zakupy. Mela chciała kupić coś nowego na mecz. A Ola sukienkę. Po kilku godzinach chodzenia po sklepach, poszły na kolacje. Ola została na noc u Meli i razem obejrzały film. Mela wróciła do życia..

poniedziałek, 20 stycznia 2014

XIII

Minęło parę dni od sylwestra. W sobotnie popołudnie Facundo odwoził Melę do domu. O godzinie 12 był pod jej mieszkaniem.
- Facu, a co ty tutaj robisz? - Mela powiedziała, otwierając drzwi. - Nie powinieneś być na treningu?
- Wpadłem wcześniej. Chce spędzić z tobą jeszcze trochę czasu. - chłopak odpowiedział całując dziewczynę w czoło. - Chciałaś wyjeżdżać o 16, do tego czasu pomogę ci się spakować, później obejrzymy film.
- Jesteś niezastąpiony- Mela przytuliła chłopaka i zaczęli pakować rzeczy Melanii. Około godziny 12:45 wszystko było zapakowane do samochodu, a para właśnie szykowała się do obiadu.
- Specjalnie dla ciebie nauczyłem się robić naleśniki ze szpinakiem. Zobacz jak gotuje mistrz kuchni. - Facu zabrał się do pracy. Mela przyglądała się z boku, mając przy tym niezły ubaw. Po około pół godziny zasiedli do stołu.
- Muszę przyznać, że są naprawdę pyszne! Niemożliwe żebyś się tak szybko nauczył, ty umiesz gotować, a tylko udawałeś. - Mela podbiegła do siatkarza. - Ładnie to tak kłamać? - zaczęli się zaczepiać, łaskotać, Facu wziął ją na ręce i przeniósł do salonu na kanapę. Świetnie się razem bawili, w końcu jednak oboje zmęczeni bitwą usiedli na kanapie i włączyli komedie romantyczną. Mela siedziała z jednej, a Facundo z drugiej strony. Od jakiegoś czasu Facu wpatrywał się w dziewczyne.
- No i co się tak gapisz? - nie wytrzymała w końcu.
- Jesteś piękna Mela. - chłopak uśmiechnął się. Mela podniosła się i usiadła obok chłopaka.
- Wiesz, będę za tobą tęsknił. Bardzo.
- Ja też będę tęsknić, ale obiecuje spędzę parę dni z rodzicami i wróce. - Mela pogłaskała siatkarza i oparła głowę o jego ramie. Objął ją i mocno przytulił do siebie. Dokończyli film i wsiedli do samochodu. Po około 2 godzinach byli na miejscu. Pożegnali się i chłopak pojechał z powrotem. Mela weszła do domu. Przeraziła się.
- Mamo, co się dzieje.. Mamo!
- Dzwoń po pogotowie, z tatą coś nie tak. - Mela zadzwoniła na pogotowie, a potem natychmiast do Facundo. Nie był na szczęście daleko i wrócił do dziewczyny. Pogotowie zabrało jej nieprzytomnego ojca do szpitala. Mama pojechała zaraz za nim, swoim samochodem. Roztrzęsiona Melania musiała pozbierać rzeczy taty i razem z Facundo pojechali do szpitala. W drodze zdarzyło się coś co było wstrząsem dla Melanii. Chwilę przed zdarzył się tragiczny wypadek.
- Facundo możesz się zatrzymać?!- Mela wybiegła z samochodu, chłopak zaraz za nią. Mela podbiegła do znajomego samochodu. Ludzie stojący wokół wezwali karetkę. Powiedzieli jej, że kobieta jadąca z wielką prędkością uderzyła w drzewo i wypadła z samochodu. Mela nie dopuszczała do siebie tej myśli. Kobieta leżała za samochodem. Mela zebrała się w sobie, poprosiła by Facundo zaczekał i zajrzała za samochód z wypadku. Zakryła twarzą usta, łzy napłynęły do jej oczu. Kobieta z wypadku była matką Melanii. Facu widząc to złapał ją za rękę i mocno do siebie przytulił. Przyjechało pogotowie.
- Bardzo mi przykro. Pani matka nie żyje. Zgon nastąpił o godzinie 18:27. - lekarz poinformował Melanię. Załamała się. Ale nie był to koniec. Kiedy zabrali jej mamę na sekcję zwłok, dziewczyna pojechała do szpitala do którego zabrali jej ojca. To nie mogła być prawda.
- Bardzo mi przykro. Pani ojciec nie żyje. Zgon nastąpił o godzinie 18:27. - Melania osłabła, Facundo trzymał ją przy sobie. Musieli załatwić formalności, potem w ciszy, wrócili do domu rodzinnego Meli. Facundo zadzwonił do Daniela, prosił żeby poinformował trenera o nieobecności siatkarza do czasu pogrzebu.
- Daniel, ona jest załamana. Nie mam z nią żadnego kontaktu. Muszę z nią zostać. Wszystkim się zajmę, poinformuje cię również o dacie pogrzebu. Będziemy w kontakcie. - Melania wróciła z kąpieli, usiadła na kanapie i zawinęła się w koc. Facu przyniósł jej gorącą herbatę i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem.
- Dlaczego? - Mela mówiła, wpatrując się w ich wspólne zdjęcie. Łzy spływały po jej policzkach. Jednego dnia straciła oboje rodziców. Przed nią masa załatwiania spraw i formalności. Nie miała na to siły. Zasnęła.
W nocy budziła się parę razy z krzykiem. Kiedy Facundo do niej przybiegł, zobaczył, że stała przy oknie i płakała. Przytuliła się do niego. Krzyczała. Płakała. Ból rozdzierał jej serce. Chłopak został z nią aż zasnęła.

czwartek, 16 stycznia 2014

XII

Święta minęły, a Mela nadal przebywała na Śląsku. Przez ten cały czas miała wyłączony telefon. Kiedy dzień przed sylwestrem rodzice odwieźli dziewczynę do Bełchatowa, Mela nie miała jeszcze planów na Sylwestra.
- Cześć młoda. Słuchaj mamy do ciebie sprawę.- mówił Daniel, lekko ją do siebie przytulając. - Wybierasz się gdzieś na sylwestra?
- Nie, planuje zasnąć w ten okropny dzień, kiedy to znowu będziemy rok starsi. - Mela zaśmiała się. - A o co chodzi?
- Wiesz, wybieramy się na przyjęcie siatkarskie. Tylko nie mamy co zrobić z dziećmi. Mogłabyś się nimi zająć?
- Nie ma sprawy, o której mam być?
- Około 20:00. Wielkie dzięki. W zamian za to zabieram cię na rozgrywki ligowe CEV, pasuje?
- Pytasz, a wiesz!- Mela z radości rzuciła się w ramiona wujkowi.- Czyli jutro o 20:00 widzimy się u ciebie. Do zobaczenia. - Mela pojechała do swojego mieszkania. Rozpakowała rzeczy i wzięła gorącą kąpiel. Przyszła pora na włączenie telefonu. Kiedy wszystko się uruchomiło, Mela zobaczyła coś czego się nie spodziewała. Na jej telefonie czekało 168 wiadomości - wszystkie od Facundo. Każdego dnia, o każdej pełnej godzinie chłopak wysyłał sms o treści "przepraszam". Mela usunęła wszystkie wiadomości. Spojrzała bezradnie na telefon, na którym widniało zdjęcie całej drużyny Skry. Tęskniła za nim. Popłynęło kilka łez i zasnęła..
Następnego ranka Mela wstała i leniwym krokiem poszła zrobić sobie śniadanie. Do południa biegały z Olą po zakupach, szukając kreacji dla przyjaciółki na bal. Około 14 zjadły lunch, a o 16 rozstały się i każda wróciła do swojego mieszkania. Posprzątała wszystko i kiedy skończyła była godzina 18:30. Wzięła szybki prysznic i powoli zbierała się do wyjścia kiedy zadzwonił telefon.
- Melanio, jesteś gotowa?
- No właśnie ubieram trampki i już miałam wychodzić..
- Tak myślałem, trampki - zaśmiał się Daniel. - Przebieraj się w eleganckie ciuchy!
- Do opieki nad dziećmi? Chyba zwariowałeś.
- Ja nie żartuje, ubierz się tak jak na sylwestra przystało.
- Nie mam siły się z Tobą kłócić. Przebieram się i wychodzę. Spadaj. Pa. - Mela uśmiechnęła się i poszła szukać ubrań. Wybrała delikatną sukienkę i jasne szpilki. Wsiadła w samochód i podjechała pod dom Daniela. Dostała sms "dzieci są u moich rodziców, wejdź do domu i baw się dobrze. kocham Cię. wujek" "o co tutaj w ogóle chodzi?!". Wysiadła z samochodu i powolnym krokiem zbliżała się do drzwi domu.

Gdy zbliżyła się, usłyszała dźwięk tej piosenki - it's your day!.
Otwarła drzwi. Światło było zagaszone, na półkach poukładane świece, a na podłodze płatki róż. Mela nie wiedziała co się dzieje, z jednej strony bardzo się bała, a z drugiej była zaciekawiona tym co może się dalej wydarzyć. W pewnym momencie zauważyła, że na komodzie leży biała koperta. Wzięła ją do ręki i wyciągnęła kartkę. Było napisane na niej jedno słowo "przepraszam." Usłyszała za sobą kroki, odwróciła się. Ze spuszczoną głową stał przed nią ubrany w garnitur Facundo.
- Wybaczysz mi Melanio? - chłopak stał zawstydzony, spoglądając w jej oczy.
- To jakiś spisek siatkarski czy jak? Facundo, nie musiałeś tego robić. Ja..
- Ale chciałem. Nie masz pojęcia jak podle czułem się po tym kiedy na ciebie nakrzyczałem. Pojechałem do ciebie, niestety było za późno. Dzwoniłem ale miałaś wyłączony telefon. Mela, to były moje najgorsze święta bo czułem, że cię skrzywdziłem. To ostatnia rzecz jaką chciałem zrobić. Daniel był na mnie wściekły, ale po długich rozmowach przekonałem go i pomógł mi to wszystko zorganizować no i najtrudniejsze - zaprosić ciebie.
- Nie przepraszaj mnie już. Potrzebowałam trochę czasu żeby ochłonąć. Teraz możesz być spokojny, nie gniewam się na ciebie. - Mela odpowiedziała z uśmiechem, po czym skrępowana spuściła wzrok.
- Melanio jest coś jeszcze.. Kiedy cię poznałem, mój świat odmienił się o 180'. Jesteś pierwszą dziewczyną, która tak zawróciła mi w głowie.. Mela, to jaki jestem, kiedy jestem z tobą to jest niesamowite. Zakochałem się w tobie.. - Melania nie wiedziała co odpowiedzieć, spuściła wzrok, Facundo podszedł do niej i złapał za ramiona.
- Facu prawda jest taka, że ja też się w tobie zakochałam. - Mela z odwagą spojrzała mu w oczy. Chłopak delikatnie położył dłonie na jej policzkach, przysunął jej twarz do siebie i ich wargi złączyły się w delikatnym pocałunku. Mela objęła chłopaka w pasie. Przytulili się do siebie, spojrzeli w oczy i uśmiechnęli do siebie.
- Jesteś niesamowita. Czekałem na ciebie tyle lat. - chłopak pocałował ją w czoło i mocno do siebie przytulił. Była godzina 21:00 postanowili, że pojadą na imprezę siatkarską, ale najpierw spędzą ze sobą trochę czasu.
- Teraz do października będę marnować czas. Potem zacznę studia i znowu wpadnę w ten wir pracy. Po nowym roku będę musiała wyjechać na kilka dni. Chcę spędzić czas z ojcem.
- Mogę cię zawieźć w najbliższy weekend. Co ty na to?
- Byłoby świetnie. Dziękuje ci. Zbieramy się?
- Tak. Musimy zrobić wejście smoka- Facu złapał Melę za rękę i obdarzył pocałunkiem. Gdy dojechali na miejsce, przed wejściem chłopak zatrzymał Melanie i patrząc w jej oczy powiedział:
 - Zapomniałem ci czegoś powiedzieć. Najpiękniejsza dziewczyna na świecie, która dziś wygląda jak diament jest moja. Cholerny szczęściarz ze mnie.
- Jesteś stuknięty i najcudowniejszy pod słońcem. - pocałowali się i weszli na salę. Trzymając się za ręce zwołali na siebie spojrzenia wszystkich gości. Facundo przytulił ją do siebie, a na sali rozpoczęły się brawa i gratulacje. Wspólnie ze znajomymi bawili się oczekując północy. Kiedy zbliżał się nowy rok, wyszli na zewnątrz. Mela była w towarzystwie Oli i Karola. Szukała wzrokiem ukochanego, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Wybiła północ, wystrzeliły korki z szampanów, fajerwerki rozbłysły na niebie, rozpoczęły się okrzyki i życzenia.
- Szczęśliwego Nowego Roku kochanie - Facundo podszedł z tyłu do Melanii i stojąc tak objął ją w pasie, szeptając do ucha - mi nie musisz tego życzyć bo kiedy będę z tobą, wiem, że będę szczęśliwy.- Mela odwróciła się do niego, cały czas trwając w jego uścisku. Pocałowała go i życzyła, żeby cały ten rok i każdy kolejny był obok niej.