środa, 5 lutego 2014

XVI

1 luty...
Dom na Śląsku został sprzedany. Dziewczyny wracały do domu po prawie 3 tygodniach.
- Ciężko tak zostawiać to wszystko - zaczęła Mela.
- Wiem Mała, ale to dobra decyzja. Pójdziemy dziś na mecz?
- Jestem w kiepskim nastroju.
- Proooszee..
- No dobra. - Mela uśmiechnęła się lekko. Około godziny 13 były w Bełchatowie. Mela zdążyła jedynie wziąć szybki prysznic, zjeść obiad i pojechała na mecz. Hala była wypełniona do ostatniego miejsca. Tylko tam Mela czuła się dobrze. Wyśpiewali hymn i rozpoczął się mecz. Skra wygrała 3:0. Po meczu drużyna zebrała się w hali.
- Jestem z was dumny panowie. - mówił trener - zapraszam wszystkich na pizze.
- O kurde! Wygraliśmy życie Andrew! - Karol przybił piątke przyjacielowi i przytulił Olę. Rozległy się śmiechy. W dobrych nastrojach drużyna i jej rodziny poszli na pizze do pobliskiej restauracji.
- Cieszę się, że już wróciłaś. - Facundo złapał Melanię za ręke w drodze do pizzerii.
- Czyżby ktoś się stęsknił?
- Jak cholera - chłopak szepnął dziewczynie do ucha, po czym obdarzył pocałunkiem. Siatkarska rodzina spędziła wspaniały wieczór. O 20 rozeszli się do swoich domów. Facundo odwiózł Melanię i wstąpił do jej mieszkania. Na dworze było dość niebezpiecznie. Zrobiła się ogromna śnieżyca i wichura.
- Facundo, wiesz, że będziesz najwspanialszym chłopakiem na świecie jeśli..
- Jeśli co? - Facu zrobił zaciekawioną minę.
- No bo, hmm, bo ja bardzo się boję wichur, śnieżyc, burz i wszystkich tego typu spraw. A przecież nie wolno się bać, tak samemu no. - Mela objęła szyję chłopaka - No i może byś tak został na noc,co?
- No skoro tak prosisz.. - roześmiał się.
- Że niby tak z łaski? Pfff. - Mela odwróciła się udając obrażoną. Facu złapał ją w pasie i podniósł. Kręcili się, śmiali, krzyczeli. Uspokoili się tylko po to by za chwilę zacząć od nowa. Kiedy już zabrakło im sił, usiedli na kanapę. Siatkarz położył się, trzymając głowę na nogach Meli.
- Dobrze mi z tobą. - spojrzał jej w oczy, uśmiechnął się i bawił jej długimi włosami.
- Poczekaj aż będziesz miał mnie dosyć. - Mela puściła mu oczko.
- Nigdy - przyciągnął jej twarz do siebie i pocałował.
- Obiecaj, że będziemy spędzać ze sobą więcej czasu. Gdziekolwiek. Ale więcej.
- Jeśli ty tego chcesz Mała, to ja tym bardziej. Mam dla ciebie propozycje. Tylko proszę zaufaj mi.
- Ufam. - pocałowała go.
- Jutro pojedziesz ze mną na trening. Ale nie na 12 tylko o 10.
- Ale przecież tam nikogo nie będzie..
- No właśnie o to chodzi. Chyba mam pewien pomysł, ale wszystkiego dowiesz się jutro.
- No dobra. Chodźmy już spać. Jest północ, a ty musisz mieć w końcu dużo sił. - zasnęli na kanapie.
Następnego dnia obudzili się o godzinie 8. Mela wstała wcześniej, wzięła prysznic i zrobiła śniadanie. Obudziła całusem Facundo. Zjedli śniadanie, pozbierali się i pojechali na halę.
- Możesz mi powiedzieć, co kombinujesz?
- Nic takiego, chce pograć z Tobą w siatkówke. Masz jakiś dres?- chłopak uśmiechnął się lekko.
- No chyba żartujesz. Nic nie wzięłam. Mogłeś mi powiedzieć.
- Nic nie szkodzi, pożycze ci moje spodenki. Tak słodko w nich wyglądasz - Facu złapał ją za ręke i puścił oczko. Gdy dotarli na halę, nie zastali tam nikogo. Weszli do szatni i przebrali się w stroje treningowe. Oboje byli w tych samych spodenkach, tyle że Mela miała je o jakieś 4 rozmiary za duże.
- Zabije cię chyba. - Mela groźnym wzrokiem spojrzała najpierw na siebie a potem na chłopaka.
- Wyglądasz pięknie kochana. Trzymaj koszulke - Mela dostała koszulke meczową czarną z nazwiskiem chłopaka.
- Mam 175, ważę zaledwie 52 kilo, a ty kazałeś mi ubrać swój strój. Wyglądam jak wygłodniały hipopotam.
- Nie moge tego słuchać - złapał Melanię w pasie i namiętnie ją pocałował.
- No dobra, to zmienia postać rzeczy - przytuliła się do niego - a teraz kto ostatni na parkiecie, ten frajer - wybiegła z szatni i broniła się przed nadciągającym chłopakiem. Po chwili zabrali się do gry. Na początku jedynie podbijali piłkę, potem Facundo zaczął lekko zagrywać, a zadaniem Meli było przyjęcie. Niby żartując, bawili się w podbijanie piłki, a wszystko im wychodziło. Po godzinie zrobili sobie przerwe.
- Dobrze grasz młoda. Gdyby trochę potrenować, byłoby naprawdę świetnie. Nie chciałaś nigdy grać?
- Chciałam, ale nigdy nie miałam takiej możliwości. Zawsze coś było nie tak. A teraz jestem już za stara.
- Obiecasz mi coś? - podszedł do Melanii i obdarzył pocałunkiem w policzek.
- Obiecuje. A co?
- Będziesz tu ze mną codziennie przyjeżdżać. Możesz też zostawać na moich treningach. Masz talent dziewczyno. Pomogę ci go wykorzystać.
- Naprawdę? Będziesz ze mną trenował?
- Naprawdę. Tym samym będziemy spędzać ze sobą czas. Idealne rozwiązanie.
- Jesteś cudowny Facundo. Ja cię normalnie..
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się i pocałował ją.
- No proszę, proszę. Cóż to za miłość na hali. Patrz Andrzej jaki pilny Facundo, nigdy nie potrafił zdążyć na trening, a dziś jest przed czasem. - Karol szturchnął chłopaka - Cześć piękna! Dawno cię nie widziałem. Jak leci życie?
- Nie narzekam, a ty jak tam? Lepiej już z zagrywką?
- Ja ci dam. - oburzony Karol rzucił się w pogoń za Melanią. Parę razy obkrążyli halę i oboje byli bardzo zmęczeni. Mela zatrzymała się za Facundo.
- Dobra, już koniec. Rozejm?
- Rozejm. - uścisnęli sobie dłonie i przytulili. Na salę wkroczyła reszta drużyny wraz z trenerem.
- Melanio jak miło cię widzieć. Zostaniesz z nami na treningu?- trener rzekł, uroczo się uśmiechając.
- Z wielką przyjemnością. Chcę zobaczyć jak nasze duże misie, pracują na zwycięstwa. - Mela odpowiedziała, po czym przytuliła się do Facunda.
- Panie trenerze, mogę powiedzieć od razu, że Facundo da dziś z siebie wszystko na treningu. - dopowiedział Karol.
- Jak zawsze, nie to co niektórzy. - powiedział Mariusz, przybijając piątkę z Facundo i witając się z Melanią.
- Wszyscy przeciwko mnie.. Jak żyć. - Karol udawał załamanego.
- Jak najlepiej. - krzyknęła drużyna z trenerem i Melanią, po czym rozpoczęli trening.