- No siemka Facundo! Słuchaj mam do ciebie sprawę.. - od razu po otwarciu do mieszkania wpakował się Daniel - bo tak zbliżają się święta i pomyślałem, że moglibyśmy zrobić prezent Me..
- No cześć wujaszku! - ze schodów zbiegła Melania - komu chcecie zrobić ten prezent? Bo nie dokończyłeś.. - dziewczyna lekko się uśmiechnęła i przytuliła do Daniela.
- A co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał siatkarz z podejrzliwym wzrokiem..
- Już zapomniałeś, że Facundo ma mnie trenować? Codziennie rano razem biegamy! Możesz być ze mnie dumny! - Mela sama nie wiedziała co mówi, uśmiechała się ciągle i spoglądała na Facu, który był niesamowicie rozbawiony całą sytuacją. - Dziś już biegaliśmy i jemy śniadanie właśnie, może zjesz z nami.
- Wiecie co, ja będę już leciał. Facundo odezwij się do mnie później. No i widzimy się po nowym roku! A ty Melanio nie zapomnij, że odwożę cię do domu na święta. Trzymajcie się. - Daniel wyszedł, a w mieszkaniu zapanowała dziwna atmosfera.
- Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz na święta.. - chłopak jakby posmutniał.
- Obawiam się, że wyjeżdżam na trochę dłużej. - Mela nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. - Mój tata jest bardzo chory, chciałabym spędzić z nim trochę czasu. Druga sprawa to, to że tu wszystko przypomina mi o Wiktorze. Muszę dojść do siebie.
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałaś?! - Facu podniósł głos.
- Nie krzycz na mnie. Sama do końca nie wiedziałam co mam zrobić. Lepiej już pójdę. Wesołych Świąt. - Mela nie czekała na odpowiedź, wzięła wszystkie swoje rzeczy i wyszła. Po drodze wstąpiła do swojego mieszkania, spakowała się i zadzwoniła do Daniela:
- Cześć Daniel! Wyszła taka nagła sprawa, mógłbyś mnie dziś zawieźć do domu?
- W sumie mam dziś dzień wolny więc czemu nie. O której będziesz gotowa?
- Właściwie już jestem.
- Będę za 15 minut.
- Dziękuje. - Mela opadła na łóżko, z policzków potoczyło się kilka łez, siedziała tak do momentu przyjazd Daniela. Wsiadła do samochodu i bez słowa odjechała. Kiedy samochód ruszył pod drzwiami mieszkania stał Facundo z bukietem kwiatów. Było już za późno..
i'm sorry
___________________
rozdział dla Karoliny ♥
Dziękuje Ci Siostro!
poniedziałek, 30 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
X
Godzinę później...
Mela i Facundo dochodzili właśnie do mieszkania dziewczyny. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie. Kiedy już się pożegnali, Facundo zaproponował, że zaprowadzi dziewczynę aż pod drzwi mieszkania. Tak jakby przeczuwał, że coś złego może się stać...
- O proszę! Kogo ja widzę : Melcia i jej siatkarzyna..
- Co ty to robisz gnoju?! - Facundo już wyrywał się gdy widział ironiczną minę Wiktora.
- Facu uspokój się. Nie warto tracić nerwów na niego. Czego chcesz Wiktor?
- Przyszedłem dokończyć to co zacząłem... - Wiktor przysunął się blisko do Meli, Facundo w odpowiednim czasie schował ją za siebie.
- Nie przeszkadzaj mi! - Wiktor krzyknął, i szarpnął siatkarza a ten go odepchnął. Melania włączyła dyktafon w telefonie i zaczęła rozmawiać z Wiktorem. Nagrała wszystkie jego groźby, po czym zadzwoniła na policje. Kiedy Wiktor zorientował się, że będzie miał problemy chciał uciec. Facundo skutecznie go powstrzymywał do przyjazdu policji. Melania była roztrzęsiona i bardzo się bała.
- Proszę zgłosić się na komisariat w celu złożenia zeznań. - powiedział funkcjonariusz do nieobecnej duchem Melanii.
- Jasne, jutro przyjadę. Dziękuje za pomoc. - Melania odpowiedziała i spoglądała jak odjeżdża radiowóz z Wiktorem.
- Nigdy się od niego nie uwolnię - Melania płakała - Muszą stąd uciec, muszę..
- Cichutko, już dobrze. Melanio nigdzie nie musisz uciekać, został zatrzymany, jutro złożysz zeznania. Damy radę Mała. - Facundo przytulił ją do siebie - Chodź, zabiorę cię dziś do siebie, nie powinnaś zostawać sama. Przenocujesz , a rano pojedziemy na komisariat.
- Nie chcę ci sprawiać kłopotu..
- To sama przyjemność. Zamówię taksówkę. - przytrzymał ją przy sobie i delikatnie pocałował w czubek głowy. Melania czuła się niesamowicie bezpieczna w objęciach siatkarza. Gdy dotarli do jego mieszkania, było około 23:30. Dziewczyna uspokoiła się trochę i rozweseliła. Nie miała ubrań dlatego dostała koszulkę z nazwiskiem siatkarza i spodenki treningowe. Prawie się w nich utopiła.
- Wyglądasz uroczo w tym stroju. Chciałbym cię tak częściej widywać - Facu siedział na kanapie kiedy dziewczyna po kąpieli dołączyła do niego. Długo rozmawiali, oboje czuli się podekscytowani. Nawet nie spostrzegli jak szybko minął czas. Była 03:20 kiedy Melania wycieńczona zasnęła skulona na fotelu. Facu przeniósł ją do łóżka a sam spał na kanapie w salonie. Rano obudził go zapach tostów i świeżego soku z pomarańczy. Otworzył oczy i spoglądał na krzątającą się w kuchni Melanię. Była piękna, długie, opalone nogi, które w jego spodenkach wyglądały jak 2 miliony dolarów. Szczupła sylwetka, piękne, długie, brązowe włosy i ciemne, duże oczy. Taka drobna, niewinna.- Facundo uśmiechał się sam do siebie, próbując zagłuszyć swoje myśli. Mela zorientowała się, że jest obserwowana i w szybki tempie poprawiła włosy, odwróciła się i szeroko uśmiechnęła.
- Dziękuje, że wczoraj przetransportowałeś mnie na łóżko. W ogóle za wszystko ci dziękuje.. Jesteś świetnym gościem! - uśmiechnęła się - aa teraz w podzięce za wszystko co dla mnie robisz, zapraszam cię na śniadanie.
- Ja chyba śnię! - chłopak podskoczył i podbiegł do Meli. Przytulił ją i zaczął łaskotać. Śmiali się i krzyczeli.
- Facu proszę cię. Nie łaskocz. Prosze.... - Mela śmiała się w głos, i błagała by przestał ją zaczepiać. Nagle wszystko jakby zwolniło.. Z głośnego śmiechu pozostały już tylko delikatne, skrępowane uśmiechy. Spoglądali sobie głęboko w oczy. Ich twarze coraz bardziej się do siebie zbliżały.. Mela lekko przymknęła oczy, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Czar prysł. Dziewczyna zawstydzona całą sytuacją, pobiegła do sypialni, a Facu poszedł otworzyć drzwi...
Mela i Facundo dochodzili właśnie do mieszkania dziewczyny. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie. Kiedy już się pożegnali, Facundo zaproponował, że zaprowadzi dziewczynę aż pod drzwi mieszkania. Tak jakby przeczuwał, że coś złego może się stać...
- O proszę! Kogo ja widzę : Melcia i jej siatkarzyna..
- Co ty to robisz gnoju?! - Facundo już wyrywał się gdy widział ironiczną minę Wiktora.
- Facu uspokój się. Nie warto tracić nerwów na niego. Czego chcesz Wiktor?
- Przyszedłem dokończyć to co zacząłem... - Wiktor przysunął się blisko do Meli, Facundo w odpowiednim czasie schował ją za siebie.
- Nie przeszkadzaj mi! - Wiktor krzyknął, i szarpnął siatkarza a ten go odepchnął. Melania włączyła dyktafon w telefonie i zaczęła rozmawiać z Wiktorem. Nagrała wszystkie jego groźby, po czym zadzwoniła na policje. Kiedy Wiktor zorientował się, że będzie miał problemy chciał uciec. Facundo skutecznie go powstrzymywał do przyjazdu policji. Melania była roztrzęsiona i bardzo się bała.
- Proszę zgłosić się na komisariat w celu złożenia zeznań. - powiedział funkcjonariusz do nieobecnej duchem Melanii.
- Jasne, jutro przyjadę. Dziękuje za pomoc. - Melania odpowiedziała i spoglądała jak odjeżdża radiowóz z Wiktorem.
- Nigdy się od niego nie uwolnię - Melania płakała - Muszą stąd uciec, muszę..
- Cichutko, już dobrze. Melanio nigdzie nie musisz uciekać, został zatrzymany, jutro złożysz zeznania. Damy radę Mała. - Facundo przytulił ją do siebie - Chodź, zabiorę cię dziś do siebie, nie powinnaś zostawać sama. Przenocujesz , a rano pojedziemy na komisariat.
- Nie chcę ci sprawiać kłopotu..
- To sama przyjemność. Zamówię taksówkę. - przytrzymał ją przy sobie i delikatnie pocałował w czubek głowy. Melania czuła się niesamowicie bezpieczna w objęciach siatkarza. Gdy dotarli do jego mieszkania, było około 23:30. Dziewczyna uspokoiła się trochę i rozweseliła. Nie miała ubrań dlatego dostała koszulkę z nazwiskiem siatkarza i spodenki treningowe. Prawie się w nich utopiła.
- Wyglądasz uroczo w tym stroju. Chciałbym cię tak częściej widywać - Facu siedział na kanapie kiedy dziewczyna po kąpieli dołączyła do niego. Długo rozmawiali, oboje czuli się podekscytowani. Nawet nie spostrzegli jak szybko minął czas. Była 03:20 kiedy Melania wycieńczona zasnęła skulona na fotelu. Facu przeniósł ją do łóżka a sam spał na kanapie w salonie. Rano obudził go zapach tostów i świeżego soku z pomarańczy. Otworzył oczy i spoglądał na krzątającą się w kuchni Melanię. Była piękna, długie, opalone nogi, które w jego spodenkach wyglądały jak 2 miliony dolarów. Szczupła sylwetka, piękne, długie, brązowe włosy i ciemne, duże oczy. Taka drobna, niewinna.- Facundo uśmiechał się sam do siebie, próbując zagłuszyć swoje myśli. Mela zorientowała się, że jest obserwowana i w szybki tempie poprawiła włosy, odwróciła się i szeroko uśmiechnęła.
- Dziękuje, że wczoraj przetransportowałeś mnie na łóżko. W ogóle za wszystko ci dziękuje.. Jesteś świetnym gościem! - uśmiechnęła się - aa teraz w podzięce za wszystko co dla mnie robisz, zapraszam cię na śniadanie.
- Ja chyba śnię! - chłopak podskoczył i podbiegł do Meli. Przytulił ją i zaczął łaskotać. Śmiali się i krzyczeli.
- Facu proszę cię. Nie łaskocz. Prosze.... - Mela śmiała się w głos, i błagała by przestał ją zaczepiać. Nagle wszystko jakby zwolniło.. Z głośnego śmiechu pozostały już tylko delikatne, skrępowane uśmiechy. Spoglądali sobie głęboko w oczy. Ich twarze coraz bardziej się do siebie zbliżały.. Mela lekko przymknęła oczy, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Czar prysł. Dziewczyna zawstydzona całą sytuacją, pobiegła do sypialni, a Facu poszedł otworzyć drzwi...
wtorek, 10 grudnia 2013
IX
3 miesiące później..
- Facu, musisz zrobić sobie przerwę w graniu. Widzę, że w ogóle nie skupiasz się na grze. Rozumiem przez co przechodzisz i dlatego weź wolne, odpocznij. - trener mówił do nieobecnego duchem siatkarza.
- Masz rację. Muszę odpocząć. Dziękuje!- Facundo wyszedł z hali. Wsiadł do samochodu i rozpłakał się. Jedyne co przyszło mu na myśl to, żeby pojechać do szpitala.
- Daniel? Właśnie wyszedłem z hali, jesteś w szpitalu?
- Tak jestem, nie ma sensu żebyś przyjeżdżał. Nadal się nie wybudziła ze śpiączki.
- Tracę już powoli nadzieję Daniel. Przyjadę, bo nie wiem co mógłbym innego ze sobą zrobić.
Facundo rozłączył się, odpalił samochód. Włączył piosenkę i pojechał do szpitala. Kiedy dotarł na miejsce, zastanawiał się czy powinien tam wejść. Siedział przez chwilę w samochodzie, coś go tknęło i wszedł do szpitala.
- Dobrze, że jesteś Facundo. Muszę jechać do domu, mała coś nabroiła. Marta dzwoniła, że musimy jechać na pogotowie. Zostań z nią dopóki nie wrócę, dobrze? - w szybkim tempie powiedział Daniel.
- Jasne! Trzymaj się! - Daniel wyszedł ze szpitala, a Facundo był coraz bliżej sali, na której leżała Mela. Zatrzymał się, drzwi były otwarte - jaka ona piękna - pomyślał. Wszedł i usiadł obok niej. Milczał. Kiedy spoglądał na jej twarz, łzy same popłynęły mu z oczu. Złapał ją za rękę i spuścił głowę.
- Pierwszy raz w życiu spowodowałam, że facet płacze na moich oczach. - Mela powiedziała z drwiącym uśmiechem, lekko otwierając oczy.
- Mela! Jak dobrze, że do nas wróciłaś. Jak się czujesz? - Facundo ucałował jej dłoń i cały czas z niedowierzaniem wpatrywał się w jej oczy.
- Jakbym niezdarnie przyjęła na siebie zagrywki wszystkich siatkarzy, których kocham. - Mela cały czas się uśmiechała.
- Haha co za żartowniś. Poczekaj pójdę po lekarza. - siatkarz uśmiechnął się i wyszedł po lekarza.
- Pani Melanio widzę, że znudziło się pani bezczynne leżenie. Wyniki badań są bardzo dobre. Za parę dni wróci pani do domu.
- Bardzo się cieszę! Przecież trzeba się przygotować na święta.
3 dni później...
- Wzięłaś wszystkie swoje rzeczy? Chyba nie chcesz tu wrócić? - Daniel troskliwie popatrzył na Melę.
- No coś ty! Mam wszystko możemy jechać.
- Lekarz zalecił ci odpoczynek. No i mam do ciebie małą propozycję, ale wszystkiego dowiesz się w domu.
- Dobrze wujaszku. Tak bardzo się stęskniłam za życiem. Jak nam idzie w pluslidze?
- 2 przegrane a tak to nie mamy sobie równych.
- No i to mi się podoba! Wracam na trybuny podczas najbliższego meczu.
- Spokojnie młoda. Pamiętaj, że musisz na siebie uważać.
W drodze do domu Daniela Melania zasnęła. Kiedy dotarli na miejsce i otworzyli drzwi Mela nie mogła powstrzymać łez. W domu czekała na nią cała drużyna Skry ze swoimi rodzinami, jej rodzice, przyjaciele. Rozpłakała się i natychmiast rzuciła w ramiona mamy i taty, którzy również nie mogli powstrzymać łez. Wszyscy gratulowali jej powrotu do zdrowia. Czuła się szczęśliwa, widząc ilu ma wokół siebie wspaniałych ludzi.
- Melanio mamy do Ciebie wiadomość. Przenosimy cię z powrotem na Śląsk. Twoje rzeczy już na ciebie czekają. - dość głośno powiedziała mama Meli, czym zwróciła na siebie uwagę.
- Pomyśleliśmy, że tak będzie do ciebie lepiej. - dodał jej ojciec.
Melania zaniemówiła. Wszyscy byli w szoku, nikt nie wiedział co powiedzieć. Ciszę przerwała Mela.
- Wiem, że chcecie dla mnie jak najlepiej. Ale.. - Mela spoglądała na twarze siedzących wokół niej osób, szukając wsparcia - ..ale ja nie wracam do domu. Tutaj jest mój dom. Tutaj jest źródło mojej pasji. Tutaj jest mi dobrze.
- Mela - przerwała jej mama - tutaj tylko możesz obserwować swoją pasję, tak czy owak nie grasz, zrozum to tutaj skatował cię Wiktor. - Słysząc słowa mamy, Mela wybiegła z domu. Zaraz za nią pobiegł Mariusz.
- Mela! Mela zatrzymaj się! - wołał, lecz bezskutecznie. Biegła przed siebie, zapłakana, zrozpaczona. W jej głowie przewijały się sceny z najgorszego dnia jej życia. Była bezsilna. Zatrzymała się i bezwładnie opadła na ziemię. Mariusz podbiegł do niej i kucnął przed nią.
- Przeżyłam wtedy najgorsze chwile, jakie można sobie wyobrazić. Kiedy z nim rozmawiałam bałam się.. - Mela mówiła, nie patrząc w oczy - kiedy pierwszy raz mnie uderzył, poczułam że nie mam z nim szans, że pewnie zaraz mnie zakatuje. Te myśli, które wtedy były w mojej głowie, ich nawet nie da się opisać. Myślałam, że już więcej was nie zobaczę, że nawet nie zdążę się pożegnać. Ale jestem tu. I nie zamierzam tego tracić. - płakała. Przyjaciel nic nie mówił, nie musiał. Przytulił ją mocno do siebie. - To tu mam ludzi, którzy mnie wspierają. Wiem, że mama nie chciała mnie urazić. Powiedziała prawdę i tak nie gram. Nie mam do niej żalu. Nie chcę wracać.
- Mela, jesteś dla mnie jak siostra. Nie pozwolimy ci wyjechać, spokojnie. Porozmawiamy razem z twoimi rodzicami. Zobaczysz. - dodał jej otuchy. Wracając wybrali się na długi spacer. Kiedy przekroczyli próg domu, Mela udała się na rozmowę z rodzicami. Po chwili dołączył do niej Mariusz. Udało się przekonać rodziców. I Mela została w Bełchatowie. Większość gości wracała już do domów, kiedy Melania zobaczyła, że na kanapie siedzi Facundo i bawi się z córeczkami Daniela. Widząc ich, uśmiechała się. Niby potężny, męski bohater, a z drugiej strony uroczy, czuły mężczyzna. Podeszła do nich i usiadła obok. Daniel widząc, że młodzi rozmawiają, zabrał dziewczynki do spania, tak żeby zostali sami.
- Nie miałam okazji ci podziękować. Gdybyś się wtedy nie pojawił.. pewnie nie rozmawiałabym dziś z tobą..- zaczęła nieśmiało Mela.
- Nawet tak nie mów Melanio! Spóźniałaś się na spotkanie, chciałem zrobić ci niespodziankę. Kiedy widziałam z daleka, że leżysz na ziemi. Bałem się, że nie zdążę. Nie chcesz wiedzieć co myślałem o tym gnoju. Ma szczęście, że byłem zajęty tobą bo pewnie nie skończyłoby się na jednym ciosie. - Facundo skrępowanym wzrokiem popatrzył na Melę.
- A ja mam szczęście, że cię poznałam. - co ja w ogóle mówię?! Ogarnij się bo pomyśli, że jesteś jakaś napalona. Mela sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Nagle, Facundo objął ją ramieniem, przytulił do siebie i powiedział do ucha:
- Nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie zdążyć. Dobrze, że jesteś! Może odprowadzę cię dziś do domu?
- Świetny pomysł. Pójdę się tylko ubrać i pożegnać z Danielem. - Mela pobiegła do Daniela i Marty, podziękowała im za wszystko, pożegnała się i wyszli.
- To będzie długi powrót do domu. - Facundo uśmiechnął się i złapał Melę za rękę.
- Nigdzie mi się nie śpieszy. - powiedziała i lekko zacisnęła swoją dłoń na dłoni Facundo.
♥
- Melanio mamy do Ciebie wiadomość. Przenosimy cię z powrotem na Śląsk. Twoje rzeczy już na ciebie czekają. - dość głośno powiedziała mama Meli, czym zwróciła na siebie uwagę.
- Pomyśleliśmy, że tak będzie do ciebie lepiej. - dodał jej ojciec.
Melania zaniemówiła. Wszyscy byli w szoku, nikt nie wiedział co powiedzieć. Ciszę przerwała Mela.
- Wiem, że chcecie dla mnie jak najlepiej. Ale.. - Mela spoglądała na twarze siedzących wokół niej osób, szukając wsparcia - ..ale ja nie wracam do domu. Tutaj jest mój dom. Tutaj jest źródło mojej pasji. Tutaj jest mi dobrze.
- Mela - przerwała jej mama - tutaj tylko możesz obserwować swoją pasję, tak czy owak nie grasz, zrozum to tutaj skatował cię Wiktor. - Słysząc słowa mamy, Mela wybiegła z domu. Zaraz za nią pobiegł Mariusz.
- Mela! Mela zatrzymaj się! - wołał, lecz bezskutecznie. Biegła przed siebie, zapłakana, zrozpaczona. W jej głowie przewijały się sceny z najgorszego dnia jej życia. Była bezsilna. Zatrzymała się i bezwładnie opadła na ziemię. Mariusz podbiegł do niej i kucnął przed nią.
- Przeżyłam wtedy najgorsze chwile, jakie można sobie wyobrazić. Kiedy z nim rozmawiałam bałam się.. - Mela mówiła, nie patrząc w oczy - kiedy pierwszy raz mnie uderzył, poczułam że nie mam z nim szans, że pewnie zaraz mnie zakatuje. Te myśli, które wtedy były w mojej głowie, ich nawet nie da się opisać. Myślałam, że już więcej was nie zobaczę, że nawet nie zdążę się pożegnać. Ale jestem tu. I nie zamierzam tego tracić. - płakała. Przyjaciel nic nie mówił, nie musiał. Przytulił ją mocno do siebie. - To tu mam ludzi, którzy mnie wspierają. Wiem, że mama nie chciała mnie urazić. Powiedziała prawdę i tak nie gram. Nie mam do niej żalu. Nie chcę wracać.
- Mela, jesteś dla mnie jak siostra. Nie pozwolimy ci wyjechać, spokojnie. Porozmawiamy razem z twoimi rodzicami. Zobaczysz. - dodał jej otuchy. Wracając wybrali się na długi spacer. Kiedy przekroczyli próg domu, Mela udała się na rozmowę z rodzicami. Po chwili dołączył do niej Mariusz. Udało się przekonać rodziców. I Mela została w Bełchatowie. Większość gości wracała już do domów, kiedy Melania zobaczyła, że na kanapie siedzi Facundo i bawi się z córeczkami Daniela. Widząc ich, uśmiechała się. Niby potężny, męski bohater, a z drugiej strony uroczy, czuły mężczyzna. Podeszła do nich i usiadła obok. Daniel widząc, że młodzi rozmawiają, zabrał dziewczynki do spania, tak żeby zostali sami.
- Nie miałam okazji ci podziękować. Gdybyś się wtedy nie pojawił.. pewnie nie rozmawiałabym dziś z tobą..- zaczęła nieśmiało Mela.
- Nawet tak nie mów Melanio! Spóźniałaś się na spotkanie, chciałem zrobić ci niespodziankę. Kiedy widziałam z daleka, że leżysz na ziemi. Bałem się, że nie zdążę. Nie chcesz wiedzieć co myślałem o tym gnoju. Ma szczęście, że byłem zajęty tobą bo pewnie nie skończyłoby się na jednym ciosie. - Facundo skrępowanym wzrokiem popatrzył na Melę.
- A ja mam szczęście, że cię poznałam. - co ja w ogóle mówię?! Ogarnij się bo pomyśli, że jesteś jakaś napalona. Mela sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Nagle, Facundo objął ją ramieniem, przytulił do siebie i powiedział do ucha:
- Nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie zdążyć. Dobrze, że jesteś! Może odprowadzę cię dziś do domu?
- Świetny pomysł. Pójdę się tylko ubrać i pożegnać z Danielem. - Mela pobiegła do Daniela i Marty, podziękowała im za wszystko, pożegnała się i wyszli.
- To będzie długi powrót do domu. - Facundo uśmiechnął się i złapał Melę za rękę.
- Nigdzie mi się nie śpieszy. - powiedziała i lekko zacisnęła swoją dłoń na dłoni Facundo.
♥
niedziela, 8 grudnia 2013
VIII
- Ty podła suko! Nienawidzę cię! - Zaczął ją kopać.
- Wiktor, błagam zostaw mnie.. - krzyczała zapłakana Mela. - zostaw! - Nic nie działało. Bił ją bez opamiętania. Straciła przytomność. Była cała zakrwawiona. Nagle z drugiej strony podbiegł wysoki mężczyzna.
- Ty gnoju! Zostaw ją! - Facundo nie panował nad złością. Uderzył Wiktora, a ten upadł i nawet nie miał siły się podnieść.. Zadzwonił na policję i pogotowie. Wziął Melę w ramiona i rozpłakał się.
- Melanio proszę.. Nie zostawiaj mnie.. Mela.. - Trzymał ją przy sobie do czasu przyjazdu pogotowia. Powiadomił Daniela, Olę i Mariusza. Policja zgarnęła Wiktora. Pogotowie na sygnale wzięło Melę do szpitala.
- Stań jest krytyczny. Niczego nie możemy obiecać. Przykro nam. - lekarz pogotowia rozmawiał z Danielem, a on nie mógł opanować łez. Na miejsce dotarła Paulina, Marta i Karol. Marta podeszła do swojego męża, chciała go pocieszyć, widziała jak bardzo martwi się o swoją chrzestnicę. Wśród wszystkich panowała cisza, którą przerwał Daniel..
- Słuchajcie, nie ma sensu żebyśmy tu wszyscy czekali bezczynnie. Wracajcie do domów, ja pojadę do szpitala. Muszę poinformować jej rodziców. Pojechać na policję. Jestem jedynym członkiem jej rodziny tu w Bełchatowie.
- Wszyscy jesteśmy jej rodziną. I na pewno nie zostawimy jej, ani ciebie w tym momencie. - powiedział Mariusz. - masz rację wróćmy do domów, ty jedź do szpitala i daj nam znać. Kiedy będziemy wiedzieć coś konkretnego, zaczniemy działać. Wyjdzie z tego Daniel! Ona jest silna. - podszedł do Daniela i złapał go za ramię, po czym przybili sobie graby i rozeszli się. Wszyscy w ponurych nastrojach wrócili do domów. Daniel pojechał do szpitala.
- Jest z nią bardzo źle - mówił lekarz - zaraz zabieramy ją na salę operacyjną, nie odzyskała świadomości. Ma złamaną rękę i nogę. Połamane żebra i wstrząs mózgu. Ktoś musiał ją strasznie skatować.
- Zabiję gnoja! - Daniel wybiegł ze szpitala. Wpadł do samochodu i rozpłakał się. Był bezsilny. Krzyczał. Pojechał do domu, do Marty. Wtulił się w nią i nieco uspokoił.
- Biorę parę dni wolnego w klubie. Muszę przy niej być. Jutro pojadę do jej rodziców, nie mogę im tego powiedzieć przez telefon. Zawaliłem..- zasnął. Następnego dnia pojechał do swoich przyjaciół i poinformował o stanie córki. Z powodu złego stanu zdrowia ojca Meli, rodzice zostali u siebie. Prosili o stały kontakt i informacje dotyczące ich córki. Kiedy Daniel wrócił do Bełchatowa od razu pojechał do szpitala. W pokoju dziewczyny był jego kolega z drużyny.
- Co ty tu robisz Facundo? Nie powinieneś być na treningu?
- Nie mogłem przestać o niej myśleć. Jak ktoś mógł być tak okrutny.. Wziąłem wolne. Chcę być przy niej.
- Dobrze, ale teraz możesz wrócić do domu, ja z nią zostanę...
- Nie rozumiesz? Ona dla mnie naprawdę dużo znaczy. Nie zostawię jej.
- Uparty jak Mela. Dobrze podzielimy się. - uśmiechnął się Daniel starając się nieco uspokoić kumpla. Na salę wszedł lekarz.
- Zabieramy ją na operację. Panów proszę o zachowanie spokoju. Można wrócić do domów. Zabieg potrwa kilka godzin.
- Zostajemy! - zgodnie odpowiedzieli i wyszli za lekarzem pod salę operacyjną..
- Wiktor, błagam zostaw mnie.. - krzyczała zapłakana Mela. - zostaw! - Nic nie działało. Bił ją bez opamiętania. Straciła przytomność. Była cała zakrwawiona. Nagle z drugiej strony podbiegł wysoki mężczyzna.
- Ty gnoju! Zostaw ją! - Facundo nie panował nad złością. Uderzył Wiktora, a ten upadł i nawet nie miał siły się podnieść.. Zadzwonił na policję i pogotowie. Wziął Melę w ramiona i rozpłakał się.
- Melanio proszę.. Nie zostawiaj mnie.. Mela.. - Trzymał ją przy sobie do czasu przyjazdu pogotowia. Powiadomił Daniela, Olę i Mariusza. Policja zgarnęła Wiktora. Pogotowie na sygnale wzięło Melę do szpitala.
- Stań jest krytyczny. Niczego nie możemy obiecać. Przykro nam. - lekarz pogotowia rozmawiał z Danielem, a on nie mógł opanować łez. Na miejsce dotarła Paulina, Marta i Karol. Marta podeszła do swojego męża, chciała go pocieszyć, widziała jak bardzo martwi się o swoją chrzestnicę. Wśród wszystkich panowała cisza, którą przerwał Daniel..
- Słuchajcie, nie ma sensu żebyśmy tu wszyscy czekali bezczynnie. Wracajcie do domów, ja pojadę do szpitala. Muszę poinformować jej rodziców. Pojechać na policję. Jestem jedynym członkiem jej rodziny tu w Bełchatowie.
- Wszyscy jesteśmy jej rodziną. I na pewno nie zostawimy jej, ani ciebie w tym momencie. - powiedział Mariusz. - masz rację wróćmy do domów, ty jedź do szpitala i daj nam znać. Kiedy będziemy wiedzieć coś konkretnego, zaczniemy działać. Wyjdzie z tego Daniel! Ona jest silna. - podszedł do Daniela i złapał go za ramię, po czym przybili sobie graby i rozeszli się. Wszyscy w ponurych nastrojach wrócili do domów. Daniel pojechał do szpitala.
- Jest z nią bardzo źle - mówił lekarz - zaraz zabieramy ją na salę operacyjną, nie odzyskała świadomości. Ma złamaną rękę i nogę. Połamane żebra i wstrząs mózgu. Ktoś musiał ją strasznie skatować.
- Zabiję gnoja! - Daniel wybiegł ze szpitala. Wpadł do samochodu i rozpłakał się. Był bezsilny. Krzyczał. Pojechał do domu, do Marty. Wtulił się w nią i nieco uspokoił.
- Biorę parę dni wolnego w klubie. Muszę przy niej być. Jutro pojadę do jej rodziców, nie mogę im tego powiedzieć przez telefon. Zawaliłem..- zasnął. Następnego dnia pojechał do swoich przyjaciół i poinformował o stanie córki. Z powodu złego stanu zdrowia ojca Meli, rodzice zostali u siebie. Prosili o stały kontakt i informacje dotyczące ich córki. Kiedy Daniel wrócił do Bełchatowa od razu pojechał do szpitala. W pokoju dziewczyny był jego kolega z drużyny.
- Co ty tu robisz Facundo? Nie powinieneś być na treningu?
- Nie mogłem przestać o niej myśleć. Jak ktoś mógł być tak okrutny.. Wziąłem wolne. Chcę być przy niej.
- Dobrze, ale teraz możesz wrócić do domu, ja z nią zostanę...
- Nie rozumiesz? Ona dla mnie naprawdę dużo znaczy. Nie zostawię jej.
- Uparty jak Mela. Dobrze podzielimy się. - uśmiechnął się Daniel starając się nieco uspokoić kumpla. Na salę wszedł lekarz.
- Zabieramy ją na operację. Panów proszę o zachowanie spokoju. Można wrócić do domów. Zabieg potrwa kilka godzin.
- Zostajemy! - zgodnie odpowiedzieli i wyszli za lekarzem pod salę operacyjną..
sobota, 7 grudnia 2013
VII
W drzwiach stał pijany Wiktor.
- Ah tak, więc teraz lecisz tylko na siatkarzy z dużą kasą. Już nie pamiętasz co było między nami?!
- Wiktor, jesteś pijany.. - Mela szybko zamknęła drzwi. Usłyszała tylko jak klnie i odchodzi. Była roztrzęsiona.. Chwilę później kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem to Maciek.
- Cześć! Mela! Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać, słuchaj zaprosiłam Cię bo musimy pogadać. Ostatni pocałunek nie miał prawa mieć miejsca. Ja jestem zakochana w Facundo. I zrozum bardzo Cię lubię, ale to wszystko na co możesz liczyć z mojej strony...
- Mela! Spokojnie, wiem, że szalejesz za Facundo, on z resztą za Tobą również. Tamten pocałunek to błąd, poniosły mnie emocje. Przepraszam. Przyjaźń?
- Przyjaźń. - Mela uśmiechnęła się i kamień spadł jej z serca. Maciek został u niej do wieczora, długo rozmawiali, oglądali filmy i śmiali się jak dzieci. Około godziny 20:00 Maciek pojechał do domu. A Mela zadzwoniła do Oli.
- Z Maćkiem wszystko wyjaśnione.
- Świetnie Młoda, teraz tylko czekamy na Facundo! - powiedziała Ola - wybacz ale właśnie jestem na kolacji u rodziców Karola, odezwę się później. Jestem z Ciebie dumna!- rozłączyła się.
Mela dostała sms o treści: "Możemy się spotkać w parku za pół godziny? F :*" Facundo wrócił! Szybko odpisała i zaczęła się ubierać. W 15 minut była gotowa. Miała jeszcze sporo czasu, ale postanowiła wyjść wcześniej. Do parku zostało jej jedynie parę kroków kiedy usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i poczuła strach. To był Wiktor...
- Miło cię widzieć Melanio!
- Co ty tutaj robisz? Śmierdzisz alkoholem i fajkami..
- A tobie co do tego? Myślałem, że przestałaś się mną już interesować..
- Rób co chcesz twoja sprawa.. - Mela czuła, że nic dobrego nie wyjdzie z tego spotkania. Bała się Wiktora bo był nieobliczalny. Odwróciła się i chciała odejść. Złapał ją za rękę..
- Dokąd to? Nawet się nie pożegnasz? Doskonale wiem, że nie będziemy już razem. Ale to nie znaczy, że pozwolę ci teraz odejść. Może się zabawimy?!
- Wiktor! Przestań. Puść mnie. Jesteś pijany. - szarpnął ją jeszcze bardziej. Przyciągnął do siebie i zaczął całować, ograniczając jej ruchy do minimum. Wyrwała się i uderzyła go w twarz. Co go kompletnie rozwścieczyło. Uderzył ją w twarz tak, że upadła.
- Ah tak, więc teraz lecisz tylko na siatkarzy z dużą kasą. Już nie pamiętasz co było między nami?!
- Wiktor, jesteś pijany.. - Mela szybko zamknęła drzwi. Usłyszała tylko jak klnie i odchodzi. Była roztrzęsiona.. Chwilę później kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem to Maciek.
- Cześć! Mela! Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać, słuchaj zaprosiłam Cię bo musimy pogadać. Ostatni pocałunek nie miał prawa mieć miejsca. Ja jestem zakochana w Facundo. I zrozum bardzo Cię lubię, ale to wszystko na co możesz liczyć z mojej strony...
- Mela! Spokojnie, wiem, że szalejesz za Facundo, on z resztą za Tobą również. Tamten pocałunek to błąd, poniosły mnie emocje. Przepraszam. Przyjaźń?
- Przyjaźń. - Mela uśmiechnęła się i kamień spadł jej z serca. Maciek został u niej do wieczora, długo rozmawiali, oglądali filmy i śmiali się jak dzieci. Około godziny 20:00 Maciek pojechał do domu. A Mela zadzwoniła do Oli.
- Z Maćkiem wszystko wyjaśnione.
- Świetnie Młoda, teraz tylko czekamy na Facundo! - powiedziała Ola - wybacz ale właśnie jestem na kolacji u rodziców Karola, odezwę się później. Jestem z Ciebie dumna!- rozłączyła się.
Mela dostała sms o treści: "Możemy się spotkać w parku za pół godziny? F :*" Facundo wrócił! Szybko odpisała i zaczęła się ubierać. W 15 minut była gotowa. Miała jeszcze sporo czasu, ale postanowiła wyjść wcześniej. Do parku zostało jej jedynie parę kroków kiedy usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i poczuła strach. To był Wiktor...
- Miło cię widzieć Melanio!
- Co ty tutaj robisz? Śmierdzisz alkoholem i fajkami..
- A tobie co do tego? Myślałem, że przestałaś się mną już interesować..
- Rób co chcesz twoja sprawa.. - Mela czuła, że nic dobrego nie wyjdzie z tego spotkania. Bała się Wiktora bo był nieobliczalny. Odwróciła się i chciała odejść. Złapał ją za rękę..
- Dokąd to? Nawet się nie pożegnasz? Doskonale wiem, że nie będziemy już razem. Ale to nie znaczy, że pozwolę ci teraz odejść. Może się zabawimy?!
- Wiktor! Przestań. Puść mnie. Jesteś pijany. - szarpnął ją jeszcze bardziej. Przyciągnął do siebie i zaczął całować, ograniczając jej ruchy do minimum. Wyrwała się i uderzyła go w twarz. Co go kompletnie rozwścieczyło. Uderzył ją w twarz tak, że upadła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)